Rosja ostrzegała polskie władze: nikt nie powinien lądować w Smoleńsku

16 sierpnia 2010

Rosyjskie MSZ w marcu oficjalnie ostrzegało polskie władze, że lotnisko w Smoleńsku jest zaniedbane i nie nadaje się do przyjmowania samolotów rejsowych.

Na początku marca Jerzy Bahr, ambasador RP w Moskwie, rozmawiał z Siergiejem Nieczajewem, dyrektorem departamentu europejskiego w MSZ Rosji. Bahr ustalał przylot polskiej grupy, która w Smoleńsku i w Katyniu miała przypilnować przygotowania do obchodów 70. rocznicy katyńskiej. „Nieczajew poinformował, że według jego wiedzy jakiekolwiek korzystanie z lotniska w Smoleńsku może stanowić poważny problem” – napisał 11 marca ambasador Bahr w clarisie (niezaszyfrowana depesza dyplomatyczna – red.) wysłanym m.in. do Mariusza Kazany, który później zginął w Smoleńsku. O jaki „problem„ chodziło, wyjaśnia wcześniejszy claris Bahra z 9 marca do Jarosława Bratkiewicza, dyrektora departamentu MSZ: „(...) w związku z likwidacją jednostki wojskowej obsługującej lotnisko w Smoleńsku nie ma technicznej możliwości wylądowania samolotu specjalnego z grupą przygotowawczą wizyty premiera RP (brak sprzętu zabezpieczenia lotów w tym cystern paliwowych, mobilnych agregatów prądotwórczych, sprzętu utrzymania pasa startowego)”.

Potrzebna decyzja Putina

Z zeznań polskich urzędników MSZ wynika, że by mógł na to lotnisko przylecieć polski premier i prezydent, potrzebna była decyzja premiera Władimira Putina, który miał polecić, by na lotnisko przywieźć sprzęt niezbędny do bezpiecznego lądowania rejsowych samolotów.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381425mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.