Blisko półtorej godziny szef polskiego rządu udowadniał, że śledztwo w sprawie katastrofy prezydenckiego samolotu jest pod pełną kontrolą.
– Dzisiaj możemy z dość dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że przyczyną katastrofy nie była awaria samolotu lub eksplozja na jego pokładzie – mówił premier Tusk. Nie takich słów oczekiwali tłumnie zebrani na jego konferencji dziennikarze. Ale też nie takich, że „z relacji tych, którzy uczestniczą razem z Rosjanami w badaniu tego, co w aparaturze samolotu do tej chwili odzyskano, to przerwanie pracy niektórych instrumentów wskazywałoby na godzinę wcześniejszą niż 8.56, czyli 8.41”. Już w ubiegłym tygodniu „DGP” pisał, że właśnie okolice godziny 8.40 – 8.41 są najbardziej prawdopodobną datą katastrofy. Nadal jednak nie wiadomo, dlaczego Rosjanie długo podawali jako oficjalną godzinę tę o kwadrans późniejszą.
Premier nie rozwiał rodzących się w internecie wątpliwości, dlaczego samolot zniknął z radarów lotniska Siewiernyj o 8.50 polskiego czasu. Gorąco za to przekonywał, że Rosjanie pomagają Polsce. Że udostępnią wszystkie swoje materiały polskiej komisji i prokuraturze. – Wiem, że jest takie oczekiwanie, aby postawić Rosję w złym świetle. Ja nie mam takiego obrazu sytuacji – stanowczo mówił Tusk.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.