Maj 2008 roku. Do kancelarii tajnej białostockiej prokuratury wchodzą kontrolerzy z resortu sprawiedliwości. To, co zobaczyli, wprawiło ich w zdumienie. "W kancelarii przechowywanych było więcej dokumentów niż w prowadzonych ewidencjach" - napisali.
A chodzi o nie byle jakie papiery. Eksperci, którzy wizytowali prokuraturę mówią wprost: nie wpisanie tajnych akt do ewidencji i dziennika korespondencji oznacza, że dla kancelarii tajnej one nie istniały. A zatem można było je nawet wynieść i nikt nie wiedziałby, kto je widział, czytał, kopiował, a mógł nawet ukraść.
Dokumenty z 20 śledztw
Autopromocja
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.