Najlepszy polski kolarz wszech czasów Ryszard Szurkowski przyznał się, że nie wytrzymał trudów wyścigu na rowerze górskim. Nabrał "po stokroć" większego szacunku dla zawodników uprawiających tę konkurencję. We wtorek pożegnał polską reprezentację, odlatującą do Australii na mistrzostwa świata.

Szurkowski startował niedawno w zawodach w Połczynie Zdroju razem z kolegami z peletonu z dawnych lat i z młodszymi kolarzami. "Było nas dwustu na starcie. Odcinek płaski jeszcze przejechałem z przodu, ale gdy doszło do zjeżdżania ze stromej góry... czułem strach. Zatrzymałem się i chciałem zawrócić na start, bo jeszcze przede mną kawałek życia. Nadjechał Andrzej Kaczmarek i zachęcił mnie: dawaj, jedziemy. Po kilku minutach pojechałem" - powiedział czterokrotny zwycięzca Wyścigu Pokoju.

"Dawno temu byłem mistrzem Polski w przełajach. Wydaje się, że trochę podobna konkurencja, ale jednak inna niż kolarstwo górskie. Teraz nabrałem po stokroć większego szacunku dla polskich zawodniczek, które należą do światowej czołówki. One potrafią opanować strach, wspaniale czują rower, tempo jazdy, własną wydolność. Jest wiele czynników składających się na sukces w kolarstwie górskim" - skomentował Szurkowski.