Osiem ofiar śmiertelnych, 82 osoby poszkodowane, wiele zniszczonych domów, budynków gospodarczych, samochodów, a także linii energetycznych i kolejowych sieci trakcyjnych - to bilans nawałnic, które w czwartek wieczorem przeszły nad Polską. Premier zaapelował dziś do Polaków o nielekceważenie ostrzeżeń przed groźnymi, pojawiającymi się coraz częściej ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi.
Jak poinformował rzecznik komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej st. bryg. Paweł Frątczak, najwięcej osób poszkodowanych przez burze - 48 - jest w woj. dolnośląskim; ucierpiało także 30 osób w Wielkopolsce, 3 osoby w woj. łódzkim i jedna w woj. mazowieckim.
Osoby, które poniosły śmierć, najczęściej padały ofiarą przygniecenia drzewem lub spadającym konarem. Dopiero dziś po południu odnaleziono zwłoki poszukiwanego od rana mieszkańca Legnicy, który krótko przed nawałnicą wyszedł na spacer z psem. Mężczyzna zginął przygnieciony drzewem. To trzecia ofiara w województwie dolnośląskim, również trzy osoby zginęły w Łódzkiem, a dwie w Wielkopolsce.
Straż Pożarna interweniowała ok. 5,5 tys. razy
Do piątkowego popołudnia Straż Pożarna interweniowała ok. 5,5 tys. razy. Interwencje te to przede wszystkim usuwanie z dróg blokujących je powalonych drzew i gałęzi. W działania ratownicze zaangażowanych było ponad 2800 jednostek straży pożarnej (ponad 12,2 tys. strażaków). Ekipy ratownicze i brygady naprawiające uszkodzenia w wielu miejscach kraju wciąż pracują.
Wskutek burz wiele pociągów nie wyjechało na trasy lub miało wielogodzinne opóźnienia z powodu uszkodzeń elektrycznej sieci trakcyjnej. W nocy z czwartku na piątek na warszawskim Okęciu nie mogło wylądować kilka samolotów. Sześć maszyn zostało skierowanych do Szczecina, Rzeszowa, Gdańska, Poznania i Krakowa.
"Nie możemy lekceważyć ostrzeżeń, bo to może skończyć się tragicznie"
Premier Donald Tusk podkreślił dziś, że "nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego typu sytuacji ekstremalnych", które jednak pojawiają się coraz częściej. "Musimy uczyć się pewnych zachowań, nie możemy lekceważyć ostrzeżeń, bo to może skończyć się tragicznie" - mówił. Jego zdaniem nie powinno się mieć pretensji do instytucji państwowych, że "ktoś zawiódł". Podkreślił, że służby państwowe, w tym "wojewodowie, administracja państwowa, a w szczególności strażacy, policja, pracowali przez całą noc tak, jak tego wymagała sytuacja".
W piątek wicedyrektor Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej Roman Skąpski oświadczył, że Instytut ostrzegał przed czwartkowymi burzami poprzez kanały informacyjne publicznych mediów, m.in. Polskie Radio, TVP Info, a także Polską Agencję Prasową. Jednak PAP nie otrzymała w czwartek żadnych ostrzeżeń IMiGW. Biuro prasowe Instytutu potwierdziło w piątek, że takiego ostrzeżenia do PAP nie wysłano.
"W ciągu najbliższej doby w niektórych regionach kraju znów mogą wystąpić burze"
Synoptycy przewidują, że w ciągu najbliższej doby w niektórych regionach kraju znów mogą wystąpić burze, choć nie tak intensywne i niszczycielskie, jak te czwartkowe.
W czwartek między godz. 17 a 19 nawałnice zaczęły pojawiać się na Dolnym Śląsku, w południowej części Ziemi Lubuskiej, następnie przeszły w kierunku Wielkopolski, Ziemi Łódzkiej i ok. godz. 22.30 znalazły się nad Warszawą.
Według naukowców tak gwałtowne zjawiska atmosferyczne to efekt ocieplenia klimatu. Jak powiedziała prof. Halina Lorenc z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, "ocieplenie klimatu i podniesienie temperatury o około 1 st. Celsjusza powoduje większą ilość energii, która musi się jakoś rozładować - właśnie poprzez takie gwałtowne zjawiska".
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu