Siemoniak

Polityk PO w poniedziałkowej rozmowie na antenie Radia Wrocław podkreślił, że sprawę protestów organizowanych przez Strajk Kobiet i postulatów podnoszonych przez manifestujących można rozwiązać jedynie "przy stole, politycznie". "W praktycznych warunkach oznacza to uchylenie, wycofanie tego co zrobił pseudo Trybunał Konstytucyjny, bo to jest główna przyczyna tych wielotygodniowych emocji i gdyby nie te fatalne decyzji z 22 października nie byłoby tych protestów" - powiedział Siemoniak.

Jak dodał, należy "powrócić do stanu sprzed 22 października" i "obniżyć napięcie wokół sprawy aborcji".

Reklama

Siemoniak podkreślił przy tym, że w jego ocenie referendum w sprawie aborcji jest zły pomysłem. Polityk zastrzegł, że jest to jego stanowisko, a nie całej PO. "Tematu aborcji nie powinno rozstrzygać się w referendum, takie referendum doprowadziłoby do gigantycznego wzrostu emocji, do podziałów" - mówił.

Polityk PO ocenił, że wydarzenia z sobotniej manifestacji w Warszawie są "niedopuszczalne". "W żaden sposób nie można obronić tego, że posłanka Barbara Nowacka została potraktowana gazem w sytuacje kiedy przy kordonie policjantów okazywała legitymację poselską" - zaznaczył.

Reklama

Pytany o ocenę postawy Marty Lempart powiedział, że jest ona "wybitną liderką" Strajku Kobiet. "Ma poparcie, ma zaplecze, ma wiarygodność dla tych wszystkich, którzy protestują, a szczegółowe roztrząsania, co, kto, kiedy powiedział, nie mają większego znaczenia, bo liczą się duże fakty, a dużym faktem było orzeczenie TK, które wyprowadziło tysiące ludzi na ulice w pandemii" - mówił Siemoniak.

Polityk PO był również pytany, czy Szymon Hołownia jest "partnerem do rozmowy dla PO". "W warstwie programowej, czy ideowej, myślę, że jest absolutnie ważną częścią demokratycznej opozycji, patrzę z wielką sympatią, że uzyskuje on poparcie" - dodał.

Komentując zakończenie współpracy PSL i Kukiz15, Siemoniak ocenił, że Paweł Kukiz jest "bardzo trudnym partnerem w polityce". "Trudno mi ocenić w jaką stronę będzie szedł Paweł Kukiz, można się z nim zgadzać lub nie, ale reprezentuje on pewien autentyzm – mówi jak uważa i to jest zawsze jakaś wartość" - zaznaczył.

Hołownia

Hołownia pytany w poniedziałek w audycji "Rzeczopolityce" na portalu rp.pl o protesty inicjowane przez Ogólnopolski Strajk Kobiet, ocenił, że są one potrzebne i powinny być wspierane przez działania polityczne. Opowiedział się też za referendum ws. dopuszczalności aborcji.

"Będziemy musieli te kwestie poukładać. Ja jestem zwolennikiem tezy, że trzeba to zrobić w drodze referendum, jeżeli klasa polityczna otrzymała od społeczeństwa czerwoną kartkę, jeśli chodzi o ten temat. Dzisiaj jedynym rozwiązaniem jest cisza kabiny referendalnej i każdy z nas stojący ze swoim sumieniem, i podejmujący decyzję" - powiedział Hołownia.

Lider ruchu Polska 2050 zaznaczył, że podtrzymuje swoje deklaracje, że nie będzie nikomu narzucać swojego światopoglądu w tej sprawie. "Ja za dużo widziałem, za dużo słyszałem i za bardzo głęboko wiem, jak delikatna jest to dzisiaj sprawa" - podkreślił.

Hołownia ocenił, że referendum w sprawie aborcji powinny poprzedzić konsultacje społeczne, które pozwolą "sensownie napisać pytania do tego referendum, bo to będzie podstawowy problem, z którym będziemy się mierzyć". Według niego, "klasa polityczna nie ma żadnego tytułu dzisiaj do rozstrzygania w tej sprawy".

Pytany, czy gdyby został premierem, to dopuściłby do liberalizacji prawa aborcyjnego w kształcie, którego oczekuje Ogólnopolski Strajk Kobiet, Hołownia zwrócił uwagę, że to nie premier o tym decyduje, a parlament.

"Takie decyzje podejmuje Sejm, bo to jest kompetencja ustawodawcy, ewentualnie one są podejmowane w referendum, podpisuje to prezydent, a więc nie wiem, jaka miałyby tu być rola premiera" - zauważył. Dodał, że nie uważa osobiście, aby kwestia aborcji powinna być jednym z pierwszych projektów rządowych.

"Jeżeli byłby to projekt obywatelski, jeżeli byłby to projekt poselski, to można się zastanawiać nad nim w Sejmie. Natomiast rząd ma dzisiaj do zrobienia mnóstwo innych rzeczy na początku, na których powinien się skupić. Tę sprawę też powinien uregulować, ale powinien doprowadzić, czy powinien wspierać - bo to przecież też nie jest kompetencja rządu - do tego, żeby obywatele w tej sprawie wypowiedzieli się w referendum". - powiedział Hołownia.

"A więc twardo referendum. Jeżeli by to było (procedowane) w Sejmie, to każdy poseł głosuje tak, jak sumienie mu nakazuje, albo w niektórych przypadkach partia każe. Jeżeli jesteś prezydentem, sam podejmujesz swoją decyzję. Tak ten temat powinien zostać rozstrzygnięty. To nie jest temat dla rządu" - oświadczył.

Polityk był także pytany, czy Polska 2050 jest przygotowana na wcześniejsze wybory. Hołownia zapewnił, że ruch robi wszystko, aby przygotować się do tego jak najlepiej. Według niego "obóz Zjednoczonej Prawicy już się nie podniesie", i chociaż w następnych wyborach "zrobi porządny wynik" na poziomie co najmniej "mocnych" dwudziestu kilku procent, to "uda się go odsunąć od władzy".

Pytany, kiedy jego zdaniem mogłyby się odbyć przyspieszone wybory parlamentarne, Hołownia zastrzegł, że nie jest w stanie tego określić, m.in. ze względu na epidemię koronawirusa. Według niego, głosowanie mogłoby się odbyć najwcześniej latem, późnym latem, bądź wczesną jesienią 2021 roku.

"To się nie da przeprowadzić wiosną. Wiosną ten garnek może nabrzmieć i zacząć kipieć. Ale trzeba czasu, żeby te wszystkie procedury odpalić" - zauważył Hołownia.

Według byłego kandydat na prezydenta, w Polsce "pod rządami PiS, to wszystko jest możliwe". "Nawet nie mam specjalnych złudzeń co do szybkości tych wyborów. Mam przekonanie, intuicję, że one naprawdę mogą wydarzyć się wcześniej. Kłopot jest tylko w tym, jak PiS będzie oddawał władzę. Bo tam się zaczynają tarcia. To nie będzie proste dla nich utrzymać tę większość (sejmową) sześciu, siedmiu posłów, nawet jeżeli Kukiz'15 będzie głosował razem z nimi. Bo na tym to wisi, to wisi na decyzji kilku osób" - powiedział polityk.

Pytany, czy czuje się przygotowany, aby po wyborach zostać premierem, Hołownia potwierdził.

"Myślę że tak. Jeżeli idzie się do wyborów, to idzie się po to, żeby je wygrać. Jeżeli idzie się po to, żeby wygrać, to trzeba brać odpowiedzialność za to, o co się walczy. I my robimy absolutnie wszystko, żeby być do rządzenia Polską, nie do protestowania przeciwko Polsce PiS-u, ale do rządzenia Polską przygotowanymi jak najlepiej" - powiedział lider ruchu Polska 2050.