Reklama

Amerykańskie radio publiczne (NPR) poinformowało w piątek, że spośród 100 hrabstw o najwyższych odsetkach śmiertelności na mieszkańca w wyniku zakażenia wirusem, 68 poparło Trumpa. Otrzymał tam więcej głosów niż w 2016 roku.

„Zaskakujące, że liczba zwolenników prezydenta wzrosła w porównaniu z 2016 rokiem na obszarach, które najbardziej ucierpiały w wyniku pandemii” – ocenił cytowany przez NPR Thad Kousser, politolog z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Diego.

Stwierdził jednak, podobnie jak kilku innych ekspertów, że obecnie nie sposób dokładnie określić, jaki wpływ na wyniki głosowania mogła mieć wysoka śmiertelność i ogólnie pandemia.

W niektórych przypadkach wzrost wsparcia dla amerykańskiego przywódcy był znaczny. I tak w hrabstwie Starr w Teksasie zwiększyło się o 55 proc. NPR przyznaje jednak, że mimo wszystko tamtejszy elektorat wybrał Joe Bidena.

Reklama

W hrabstwie Richmond w stanie Nowy Jork, gdzie zmarło 1100 osób z powodu Covid-19, przewaga Trumpa nad Bidenem była o 9 proc. wyższa niż w 2016 roku nad Hillary Clinton. Poparcie dla niego wzrosło nawet w hrabstwie Gove, w Kansas, o najwyższym wskaźniku śmiertelności na mieszkańca w Stanach Zjednoczonych.

„Ogólnie biorąc, z 25 proc. hrabstw o najwyższym wskaźniku śmiertelności, dwie trzecie odnotowało wzrost głosów oddanych na Trumpa” - podkreśla NPR.

Kousser uważa za mało prawdopodobne, aby wysokie wskaźniki śmiertelności skierowały sympatię wyborców w stronę Trumpa. Za bardziej realne traktuje jego podejście do pandemii bez nacisków na noszenie maseczek i wprowadzenia blockdowns w celu spowolnienia rozprzestrzeniania koronawirusa.

„Pokazuje to, że wpływ pandemii na wybory był znacznie bardziej skomplikowany, niż myśleliśmy” – ocenił naukowiec Uniwersytetu Kalifornijskiego.

Powołując się na różne badania, amerykańskie radio publiczne zwraca uwagę, że 73 proc. osób traktujących pandemię jako najważniejszy problem w kraju głosowało na Bidena. Na drugim miejscu znajdowała się gospodarka i zatrudnienie. 81 proc. ludzi, którzy podzielali tę opinię poparło Trumpa.

Niektórzy politolodzy utrzymują, że podział wzdłuż linii partyjnych nie jest zaskakujący.

„Z biegiem czasu zaobserwowaliśmy, że największym powodem niepokoju dla ludzi nie był COVID-19 (…) ani zgony z powodu COVID-19 w ich okolicy, ale przynależność partyjna” - stwierdziła Shana Gadarian, profesor nauk politycznych na Uniwersytecie Syracuse, która przeprowadzała ankietę wśród wyborców.

Zdaniem Gadarian respondenci tylko w nieznacznym stopniu popierali zakaz dużych zgromadzeń publicznych wówczas, jeśli ktoś z ich rodziny został zarażony koronawirusem. Bardziej byli do tego skłonni Demokraci, niezależnie od tego, czy ktoś z ich rodziny został zakażony, czy też nie.

„Jeśli jesteś kimś, kto już ufa prezydentowi i wierzy, że poradzi sobie z kryzysem, to nie jesteś tak zaniepokojony jak Demokraci i uważasz, że prezydent jest osobą, która może zapewnić krajowi bezpieczeństwo i chronić przez Covid” - konkludowała Gadarian.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)