W przypadku wygranej Rafała Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich w kwestiach obronności najbardziej wpływowi będą współpracownicy szefa MON w rządzie PO–PSL Tomasza Siemoniaka
Reklama
Gdy prezydentem ponownie zostanie Andrzej Duda, zmiany kadrowej w dziedzinie bezpieczeństwa w najbliższym czasie nie będzie. Szefem Biura Bezpieczeństwa Narodowego najpewniej dalej będzie Paweł Soloch mający dosyć poprawne stosunki zarówno z ministrem obrony Mariuszem Błaszczakiem, jak i szefem KPRM Michałem Dworczakiem, który bezpieczeństwem się interesuje i w tej materii co jakiś czas stara się forsować swoje pomysły. BBN pełni obecnie funkcję ośrodka doradczego, którego resort obrony czasem słucha, a czasem nie (jak choćby z zakupem fregat Adelaide w Australii). Pałac odpowiada w dużej mierze za kontakty ze Stanami Zjednoczonymi. Ten temat nadzoruje minister i szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski.
Jeśli wygra Rafał Trzaskowski, dojdzie do swego rodzaju kontrrewolucji. Wpływ i wgląd w sprawy bezpieczeństwa odzyskają ludzie, którzy za czasów rządów PO–PSL byli współpracownikami ówczesnego ministra obrony narodowej Tomasza Siemoniaka. Ogłaszając kilka tygodni temu zespół doradców ds. bezpieczeństwa i obrony Polski, Rafał Trzaskowski wskazał osiem nazwisk: sześciu generałów, jednego pułkownika i jednego ambasadora. Wszyscy obecnie są poza służbą, ale można ich określić mianem „głębokiego państwa”, bo od lat robili w nim karierę. Ten skład określili głównie Tomasz Siemoniak, poseł Cezary Tomczyk i były szef Służby Wywiadu Wojskowego Radosław Kujawa. – To są ludzie, którzy też współpracowali z Małgorzatą Kidawą-Błońską. Doświadczeni, bo pełnili przez lata istotne funkcje – tłumaczy Siemoniak. Kandydatce PO doradzał również m.in. były ambasador Ryszard Schnepf, ale w gronie doradców Trzaskowskiego się nie znalazł.
Jest za to m.in. były szef Sztabu Generalnego Mirosław Cieniuch, który – jak ambasador Jacek Najder czy Radosław Kujawa – brał udział m.in. w tzw. Forach Bezpieczeństwa organizowanych przez środowisko PO. O ile ich obecność nie dziwi, to zaskakują w tym gronie generałowie Głowienka i Wojtan, którzy publicznie się raczej nie udzielali. Ten pierwszy został szefem wojsk lądowych po katastrofie smoleńskiej, ten drugi był zastępcą szefa sztabu. Silna jest w tym gronie reprezentacja ludzi wojskowych służb – są to generałowie Kujawa, Stróżyk i Pytel. Ten ostatni to były szef Służby Kontr wywiadu Wojskowego, związany także z Centrum Eksperckim Kontrwywiadu NATO, do którego nocą wtargnął współpracownik Antoniego Macierewicza Bartłomiej Misiewicz. Prokuratura przedstawiła mu również zarzuty nieuprawnionych kontaktów z rosyjską FSB, ale ta sprawa od lat nie może znaleźć finału w sądzie. Wydaje się, że jest to związane z tym, że na stanowisku ministra obrony Antoniego Macierewicza zastąpił Mariusz Błaszczak, co pociągnęło za sobą zmiany w prokuraturze wojskowej. Pytel jako doradca Trzaskowskiego miał jasno pokazać, że w razie wygranej Trzaskowskiego działania Antoniego Macierewicza jako ministra obrony zostaną wzięte pod lupę. Trzaskowski wprost zapowiedział, że będzie dążył do postawienia polityka PiS przed Trybunałem Stanu.

Reklama
Silna jest w tym gronie reprezentacja ludzi wojskowych służb
Poseł Tomczyk i generał Kujawa pojawiają się na giełdzie nazwisk na nowego szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Choć może tu też dojść do sytuacji zupełnie zaskakującej, bo można też usłyszeć nazwisko generała Mirosława Różańskiego, który był mocno zaangażowany w kampanię wyborczą Szymona Hołowni. Ale szanse na tę kandydaturę są znacznie mniejsze.
Programowo zespół doradców Trzaskowskiego nie zaproponował dotychczas wiele – główną zapowiedzią jest to, że powstanie audyt bezpieczeństwa narodowego. – Już to widzę. Powysyłają pisma i dostaną odpowiedzi, że nikt nie ma czasu im odpowiedzieć – oni nie będą mieli szans na żaden audyt, bo prezydent i BBN nie mają takich uprawnień – opowiada osoba związana z obozem prezydenckim. O tym, że faktycznie tak może być, pokazała zimna wojna Macierewicz – Duda, w której nawet głowa państwa z tego samego obozu miała ograniczone możliwości.
– Dla mnie ci ludzie jako doradcy to jasny sygnał, że chodzi po prostu o okopanie się na pozycjach. Tu nie chodzi o żadne zmiany i reformy systemowe, ale po prostu o zastąpienie jednej ekipy drugą – opowiada rozmówca DGP od lat związany ze służbami. Obecny podział w obozie rządzącym Prawa i Sprawiedliwości jest taki, że to ośrodek prezydencki odpowiada w dużej mierze za kontakty z USA. Ministerstwo Spraw Zagranicznych jest w tym obszarze zupełnie zmarginalizowane. W przypadku zmiany w Pałacu Prezydenckim także w tym obszarze będzie się można spodziewać pewnej rewolucji. PiS będzie dążył do wzmocnienia roli Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Pałac Trzaskowskiego może być z kolei bardziej asertywny wobec Amerykanów i próbować ułożyć stosunki z partnerami w Europie.
Prezydent jest zwierzchnikiem Sił Zbrojnych, nominuje generałów. To jedno z potencjalnych pól konfliktu, gdzie głowa państwa według konstytucji faktycznie ma na coś wpływ. Pokazał to prezydent Andrzej Duda, wojując z ministrem obrony Antonim Macierewiczem i wstrzymując na pewien czas wszelkie nominacje. W poniedziałek przekonamy się, czy w tym obszarze może nas czekać powtórka z rozrywki – w przypadku wygranej Rafała Trzaskowskiego na linii Pałac Prezydencki – Ministerstwo Obrony Narodowej najpewniej znów zacznie iskrzyć.