"Proszę się zatrzymać!" - woła ochroniarz w masce, mundurze i czarnym berecie wojskowym, zatrzymując klientów w wejściu do domu handlowego United World Trade Centre w dzielnicy Tripureshwor w stolicy Nepalu, Katmandu. "Mierzenie temperatury" - mówi, wskazując na laserowy termometr bezdotykowy.

Zbliża urządzenie do czoła i za chwilę pojawia się wynik badania: 82 stopni Fahrenheita, czyli 27,8 stopni Celsjusza. "Można przejść" - zarządza. I wzrusza ramionami na pytanie, czy urządzenia na pewno działa poprawnie.

Reklama

"To prowizorka, wielkie udawanie, tak jak z badaniami na koronawirusa" - mówi PAP Govinda Shrestha, klient supermarketu znajdującego się w domu handlowym. "Premier już dawno ogłosił, że Nepal jest +wolny od koronawirusa+, i tego się władze trzymają" - dodaje, puszczając oko.

Do wczoraj oficjalnie w Nepalu wykryto tylko jeden przypadek koronawirusa w styczniu br. Drugi przypadek zdiagnozowano dopiero w poniedziałek 23 marca u 19-letniej studentki powracającej z Francji.

Reklama

"Coraz częściej środowisko medyczne kwestionuje liczbę badań na koronowirusa i kryteria kwalifikujące do badań" - zauważa w rozmowie z PAP dr Bishal Dhakal z Fundacji Zdrowie w Domu.

W ubiegłym tygodniu znany lekarz dr Sundar Mani Dixit w ostrych słowach oskarżył władze o brak badań i odsyłanie do domów pacjentów z objawami Covid-19. Dixit przytoczył przypadek ze szpitala w dzielnicy Teku, gdzie pacjent z objawami wirusa po długich naciskach w końcu został przebadany. Test wykonano jednak na obecność innego wirusa, a nie nowego koronawirusa.

Dziennik "The Kathmandu Post" opisuje przypadek Sandeepa Raia i jego dwóch kolegów, którzy pracują w nepalskim oddziale firmy Huawei. Przełożony poprosił ich o zrobienie testów na koronawirusa, ponieważ jeden z ich współpracowników miał od kilku dni gorączkę i ból gardła. Lekarze ze szpitala Chorób Tropikalnych i Zakaźnych Sukraraj zmierzyli trójce interesantów tylko temperaturę.

"Nie przyszliśmy do szpitala po mierzenie temperatury. W naszej firmie robi się to już codziennie" - powiedział Rai gazecie. "Obawiamy się nie tylko o własne zdrowie, ale także naszych rodzin" - dodał.

"Takie mamy wytyczne, nic na to nie poradzimy" - powiedział PAP lekarz ze szpitala Sukraraj, zastrzegając anonimowość. Lekarz boi się, że straci pracę. "Wytyczne są bardzo ostre i dotyczą przede wszystkim osób, które wróciły zza granicy" - zaznacza.

Oficjalnie w Nepalu wykonano 572 testy na koronawirusa. Według rzecznika Narodowego Laboratorium Zdrowia Publicznego (NPHL) Rajesha Kumara Gupty, cytowanego przez dziennik, ponad pół tysiąca testów nie oznacza, że tyle samo osób przebadano. 175 Nepalczyków ewakuowanych z prowincji Hubei w środkowych Chinach, gdzie koronawirus pojawił się w pierwszej kolejności, badano dwukrotnie - na początku i na koniec dwutygodniowej kwarantanny.

"Jak możemy mówić, że nie mamy żadnych przypadków koronawirusa, testując próbki zaledwie ponad dwustu pacjentów?" - pyta na łamach "The Kathmandu Post" były dyrektor departamentu Epidemiologii i Kontroli Chorób w ministerstwie zdrowia dr Baburam Marasini. "Wirus mógł się rozprzestrzenić (...), ale możemy o tym nie wiedzieć, ponieważ nie wykonano wystarczającej liczby testów" - podkreślił.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zachęca do jak najszerszego badania populacji na obecność koronawirusa, aby poznać skalę epidemii w danym kraju.

"Najbardziej efektywną metodą zapobiegania infekcji i ratowania życia jest przerwanie łańcucha zarażeń. I żeby to zrobić, musisz testować i izolować. Nie możesz walczyć z ogniem w opasce zawiązanej na oczach. Nie możemy zatrzymać pandemii, jeśli nie wiemy, kto jest zainfekowany" - mówił na konferencji prasowej w połowie marca br. dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus.

Ponad 50-milionowa Korea Południowa przebadała ok. 315 tys. próbek. W 29-milionowym Nepalu ledwie ok. 400 osób przebadano testem na koronawirusa.

Władze Nepalu nie podają, ile posiadają zestawów do badania koronawirusa. "Nie mogę podać liczby. Kupujemy więcej zestawów" - powiedział "The Kathmandu Post" rzecznik ministerstwa zdrowia dr Bikash Devkota. Dyrektor NPHL dr Runa Jha podała w ubiegłym tygodniu, że narodowe laboratorium posiada 3 tys. zestawów.

"W razie epidemii bogaci ludzie sobie poradzą, bo mają pieniądze na prywatne szpitale" - ocenia dla PAP Sanju Sakya, który pracuje w jednym z banków w Katmandu. "Biedniejsi jak zwykle będą pozostawieni sami sobie" - dodaje.

W ostatnich dniach Nepal zamknął Katmandu jedyne międzynarodowe lotnisko i zawiesił kursowanie autobusów dalekobieżnych. Wcześniej setki tysięcy Nepalczyków zdążyło wyjechać ze stolicy do rodzinnych wiosek. Od 22 marca do 3 kwietnia nie działają urzędy, zamknięte są m.in. kina, restauracje i kluby sportowe. Zakazano zgromadzeń powyżej 25 osób.

"Ludzie aż tak nie panikują. Przecież w ostatnich latach przeszliśmy trzęsienie ziemi i piekło wielomiesięcznej blokady ekonomicznej ze strony Indii. Tym razem też sobie jakoś poradzimy" - uważa Shrestha, pakując zakupy na czarną godzinę.