Dzisiejsze prawybory wyłonią ponad jedną trzecią delegatów na konwencję Partii Demokratycznej, która w lipcu zatwierdzi jej kandydata w wyborach prezydenckich.
Reklama
Prawybory odbędą się w trzynastu stanach. Sobotnie głosowanie w Karolinie Południowej znowu zmieniło dynamikę tego procesu. Były wiceprezydent USA Joe Biden, którego jeszcze tydzień temu media skreślały, nabrał wiatru w żagle. Z wyborów za to wycofał się zwycięzca pierwszego plebiscytu w Iowa – Pete Buttigieg. Obok Bidena w grze zostają nadal senatorki Elizabeth Warren i Amy Klobuchar, faworyt sondaży w większości stanów Bernie Sanders oraz miliarder, były burmistrz Nowego Jorku Mike Bloomberg.

Kredyty i zdrowie

Największe spory w Partii Demokratycznej budzi sprawa ubezpieczeń zdrowotnych. Punktem wyjścia jest kwestia tego, czy cokolwiek zmieniać w dotychczasowym systemie Obamacare, czyli Affordable Health Care Act (Ustawa o dostępnej opiece zdrowotnej). Poprzedni prezydent równo dekadę temu przeprowadził reformę, której celem było ubezpiecznie prawie 50 mln Amerykanów, którzy nie mieli darmowego dostępu nawet do podstawowych usług medycznych. Od tamtego czasu władze niektórych stanów rozszerzyły ten program. Jednak Obamacare jest dalej mimo wszystko systemem komercyjnym, bo polega na subsydiowaniu polis ludzi, których na nie stać.
Bernie Sanders jako pierwszy zaproponował powszechny, państwowy system ubezpieczeń zdrowotnych dla wszystkich. Jego stanowisko podziela Elizabeth Warren. Jednocześnie oboje chcą gruntownej reformy przepisów regulujących obecność na rynku komercyjnych firm ubezpieczeniowych i proponują import tańszych zamienników różnych leków z Kanady. Joe Biden, Michael Bloomberg i Amy Klobuchar się temu sprzeciwiają. Były wiceprezydent chce zaś umacniać dziedzictwo swojego byłego szefa Baracka Obamy, chociaż ten poparł niedawno plan powszechnej, państwowej opieki zdrowotnej.
Kondycję finansową amerykańskich rodzin zaburza kwestia spłacania pożyczek wziętych na studia. Senator Elizabeth Warren proponuje anulowanie 50 tys. dol. zadłużenia z tytułu takich kredytów każdemu Amerykaninowi, w przypadku którego dochód gospodarstwa domowego nie przekracza 100 tys. dol. rocznie. Według wyliczeń jej sztabu, z rozwiązania mogłoby skorzystać nawet 42 mln obywateli Stanów Zjednoczonych. Warren proponuje również anulowanie części zadłużenia z tytułu kredytów na edukację tym rodakom, u których roczny dochód gospodarstwa domowego mieści się w przedziale od 100 do 250 tys. dol. Jej stanowisko popiera Sanders. Pozostali pretendenci nie są do tematu przekonani.
Energetyka atomowa, szczególnie w Europie, czasy największego rozkwitu ma dawno za sobą. Wykańczają ją wysokie koszty, opór społeczny i coraz częściej podkreślana niekompatybilność z odnawialnymi źródłami energii. Wobec tego trudno sobie wyobrazić, by amerykański program atomowy wyszedł poza stadium teoretycznych rozważań. Jednak w debatach demokratów temat ten pojawił się. Biden i Klobuchar chcą otwierania nowych elektrowni, aby w ten sposób zmniejszyć emisje gazów cieplarnianych do atmosfery. Sanders się temu zdecydowanie sprzeciwia.
Tematem kampanii jest też... szczelinowanie hydrauliczne, czyli proces technologiczny mający na celu zwiększenie wydajności odwiertu. Wykorzystywany jest on m.in. do pozyskiwania gazu ziemnego z łupków, ropy naftowej lub uranu w postaci roztworu. Proces przeprowadza się poprzez wpompowywanie do odwiertu mieszaniny wody z dodatkami chemicznymi i piaskiem. Wszystko odbywa się pod wysokim ciśnieniem, a celem jest wytworzenie, utrzymanie lub powiększenie szczelin w skałach. Metoda po raz pierwszy została wypróbowana w Stanach Zjednoczonych w 1947 r. przy wydobyciu gazu. Do dzisiaj budzi wiele kontrowersji.
Jej przeciwnicy wskazują m.in. na ryzyko zanieczyszczenia wód gruntowych i powierzchniowych, a także na konieczność wykorzystywania w procesie dużych ilości słodkiej wody. Podnoszono również zarzut, że dotychczasowe badania nad potencjalnymi zagrożeniami związanymi z wykorzystaniem tej metody kontrolowało lobby wydobywcze. Amy Klobuchar i Michael Bloomberg opowiedzieli się stanowczo przeciwko zakazowi szczelinowania, podczas gdy pozostali chcą eliminacji tej metody pozyskiwania surowców.

Biznes z bronią

Instytut Gallupa regularnie analizuje stosunek Amerykanów do kwestii posiadania broni. Od 1960 r. liczba gospodarstw domowych w Stanach, w których trzyma się choćby jedną sztukę nowoczesnej i czynnej broni palnej, spadła z 50 do 40 proc. Równocześnie pół wieku temu niemal 80 proc. obywateli USA było za zaostrzeniem przepisów dotyczących ich sprzedaży. Dziś ta grupa stanowi ledwie połowę ankietowanych. Wszyscy demokraci deklarują gotowość do rozmów z Kongresem w tej sprawie, w zamian za ustępstwa republikanów w polityce imigracyjnej. Proponują również dodatkową kontrolę ludzi, którzy kupują broń palną pod kątem tego, czy byli np. wcześniej notowani lub podejrzewani o przestępstwo, a także poprzez testy psychologiczne, które są wymagane choćby przy egzaminach na prawo jazdy. Nikt jednak nie wspomina o ewentualnym zakazie sprzedaży broni. Elizabeth Warren i Michael Bloomberg chcą za to wprowadzenia obligatoryjnej licencji na prawo do jej posiadania. Biden i Sanders są temu przeciwni. Ten ostatni zawsze jednak słynął z obrony tego uświęconego przepisami i tradycją prawa.
Wszyscy kandydaci zgodnie krytykują politykę imigracyjną Donalda Trumpa. Dotąd główną metodą przedostania się na terytorium USA było nielegalne przekraczanie granicy. Następnie imigranci oddawali się w ręce władz, oświadczali, że są uchodźcami z przyczyn politycznych i oczekiwali na sfinalizowanie procedury azylowej. Obecnie prezydencka administracja robi wszystko, by tych ludzi wystraszyć i zniechęcić. Demokraci jednomyślnie obiecują zmianę w tej kwestii.
W połowie grudnia Donald Trump i szefowa Izby Reprezentantów Nancy Pelosi z Partii Demokratycznej ogłosili kompromisowe porozumienie w sprawie nowej wersji Północnoamerykańskiego Układu o Wolnym Handlu (NAFTA). Został on zawarty w 1994 r. – za kadencji Billa Clintona, ale negocjowano go od czasów Ronalda Reagana. Ugoda ma znaczenie, szczególnie w kontekście prowadzonych obecnie wojen handlowych na linii USA-Chiny i USA-UE. Jednak wielu demokratów, w tym ubiegający się o nominację w wyborach prezydenckich senator Bernie Sanders, przez ćwierć wieku krytykowało porozumienie o wolnym handlu. Uznają je za szkodliwe dla amerykańskich pracowników i umożliwiające przenoszenie fabryk do Meksyku. Jedynym z kandydatów, który popiera nową NAFTA, jest były wiceprezydent Joe Biden.

Międzynarodowe wyzwania

Tematem kampanii demokratów jest też potencjalne wypłacanie odszkodowań za niewolnictwo. Zwolennicy tej idei powołują się na przykład tzw. planu Marshalla, który pomógł postawić niemiecką gospodarkę na nogi po II wojnie światowej. Afroamerykanom, którzy ekonomicznie i społecznie dalej są na dole drabiny, takie wsparcie jest także potrzebne. Manning Marable, zmarły dziewięć lat temu profesor Columbii i działacz na rzecz praw tej mniejszości etnicznej, uważał, że Ameryka stworzyła opresyjny system na wzór apartheidu. W nim zaś uprzywilejowani biali zredukowali Afroamerykanów do roli podrzędnej i za to należy się odszkodowanie. Jedyną osobą w wyścigu, popierającą w pełni zadośćuczynienie potomkom niewolników, jest senator Warren. Reszta opowiada się za różnymi formami rekompensat, ale bez wypłacania gotówki.
Demokraci obiecują też odbudowę amerykańskiej polityki zagranicznej. Oceniają, że odkąd w Białym Domu zasiadł Donald Trump, sytuacja w dyplomacji radykalnie się pogorszyła. Republikański prezydent najpierw jednostronnie zerwał porozumienie z Iranem zawarte przez poprzednika. Następnie zaś zaczął wygrażać pięścią tamtejszemu przywódcy Alemu Chameneiemu i prowokować międzynarodowy konflikt. To jednak nie wszystko, jeśli chodzi o model zarządzania sprawami międzynarodowymi. Nowy prezydent publicznie szydził z dyplomatów. W polityce zagranicznej oparł się w zasadzie wyłącznie na konsultacjach z wojskowymi i to żołnierzom powierzał – zarezerwowane dotąd dla cywilów – stanowiska w Departamencie Stanu oraz międzynarodowe misje w imieniu USA. Jednocześnie mocno uszczuplił budżet amerykańskiej dyplomacji. Demokraci obiecują zaś, że Stany Zjednoczone znów będą się mocniej zaangażowały w sprawy całego świata.