Sprawa dotyczy lat 2010–2015. W tle pojawia się Port Lotniczy Radom.
Zatrzymani to były dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych Lech M., płk Dariusz M. – szef oddziału ekonomiczno-finansowego Dowództwa Generalnego, oraz płk rez. Ryszard P. – prezes zarządu stowarzyszenia SWAT. Wczoraj w wydziale ds. wojskowych Prokuratury Okręgowej w Warszawie usłyszeli oni zarzuty przestępstw przekroczenia uprawnień służbowych w celu osiągnięcia korzyści majątkowych oraz przywłaszczenia mienia znacznej wartości.
– Zgromadzony w toku śledztwa materiał dowodowy wskazuje na wiele nieprawidłowości związanych z wyborem podmiotu współpracującego w organizacji pokazów oraz z gospodarowaniem środkami publicznymi przy tym wydarzeniu – wyjaśnia Łukasz Łapczyński, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie. O sprawie jako pierwsza poinformowała TVP Info, a zarzuty dotyczą lat 2010–2015.
Reklama
Skąd przy organizacji wojskowej imprezy, jaką jest Air Show, znalazło się Wojskowe Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne „SWAT”? – Chyba do 2007 r. organizatorem Air Show były Targi Kielce, ale nie byliśmy z tego zadowoleni, bo impreza ciągle była deficytowa. Dlatego zaproszono do współpracy stowarzyszenie – opowiada DGP osoba znająca kulisy wydarzenia.
Samo Wojsko Polskie nie mogło organizować imprezy biletowanej czy sprzedawać powierzchni pod stoiska na lotnisku. Stąd dokooptowanie stowarzyszenia, które było operatorem finansowym. Prokuratura kwestionuje m.in. sposób wyboru partnera, czyli prawdopodobnie brak postępowania przetargowego przy jego wyłonieniu.

Reklama
Co z zarzutami dotyczącymi przywłaszczenia mienia? Według informacji DGP zysk z imprezy nie mógł być wydawany bez zgody dowódcy generalnego. – Nie było na organizację Air Show dobrej formy prawnej. Ale by wydać zarobione pieniądze, potrzebna była zgoda dowódcy generalnego, a także osoby odpowiedzialnej za finanse i prezesa stowarzyszenia. Trzech osób jednocześnie, nikt nie mógł ich wydać samodzielnie. Moim zdaniem jeszcze w 2015 r. na koncie były pokaźne pieniądze i tak naprawdę nikt ich nie ruszał do celów innych niż potrzeby Wojska Polskiego. Niezbędne były np. na zaliczki przy organizacji Air Show. Środki były też wykorzystywane do wydarzeń, których bezpośrednio dowództwo generalne nie mogło sfinansować – wyjaśnia nasz rozmówca.
Tak było np. w przypadku VI Światowego Zjazdu Lotników Polskich w 2012 r., w którym udział wzięło ponad 300 kombatantów i weteranów. Z pieniędzy stowarzyszenia części uczestników kupiono bilety do Polski (m.in. z Kanady). Z tych środków fundowano tablice pamiątkowe.
W 2014 r. do organizacji kolejnego Air Show chciał się włączyć Port Lotniczy Radom, który za bycie operatorem finansowym zażyczył sobie 600 tys. zł netto. Stowarzyszenie SWAT brało za rozliczanie imprezy 30 tys. zł, dlatego ówczesny dowódca generalny się na to nie zgodził. Były już zaawansowane rozmowy na temat przeniesienia imprezy do Dęblina, ale w końcu zmiany nie dokonano. – W moim przekonaniu to postępowanie to zemsta byłych władz Radomia. Tak długo cisnęli, aż w końcu prokuratura coś znalazła. Proszę zwrócić uwagę, że śledztwo toczy się już ładnych kilka lat – mówi nasz rozmówca.
A tak na tę sprawę patrzy jeden z oficerów: – Faktycznie stowarzyszenie stworzyło maszynkę do robienia kasy przy pomocy żołnierzy zawodowych. To była organizacja, która sponsorowała wydarzenia. Czyli ‒ chcesz jako dowództwo zrobić święto lotnictwa, a nie masz na to kasy, to zapraszasz stowarzyszenie, oni płacą, a ty masz święto. Ale nie sądzę, by ktokolwiek wziął w łapę. Zatrzymany dowódca generalny był świętszy od papieża, ale to chodzi o sam mechanizm. Po prostu nie było na to dobrego rozwiązania prawnego – stwierdza inny informator DGP.
W ubiegłym roku Air Show w Radomiu organizowała Agencja Mienia Wojskowego przy pomocy Fundacji Inicjatyw Młodzieżowych. – W ostatniej edycji za wystawienie stoiska musieliśmy zapłacić radykalnie więcej – mówi nam przedstawiciel jednej z firm sponsorującej imprezę.
Do zamknięcia tego wydania DGP trwały czynności procesowe i nie było jasne, czy zatrzymani od razu wyjdą na wolność. Sprawa sądowa w najbardziej optymistycznym scenariuszu może zająć co najmniej kilkanaście miesięcy.