Airbus domaga się zwrotu poniesionych nakładów w postępowaniu na maszyny wielozadaniowe.
W przyszły poniedziałek przedstawiciele Airbus Helicopters oraz Ministerstwa Obrony Narodowej spotkają się w sądzie rejonowym w Warszawie. Według naszych informacji chodzi o postępowanie ugodowe, które przewiduje kodeks postępowania cywilnego.
Przedstawiciele francuskiego giganta domagają się zwrotu poniesionych kosztów w postępowaniu na 50 śmigłowców wielozadaniowych. Swoje oferty zgłosił wtedy też amerykański Lockheed Martin (wówczas Sikorsky) proponujący black hawka i włoskie Leonardo ze śmigłowcem AW-149. MON zdecydowało się na wybór caracala – śmigłowca produkowanego przez Airbusa. Jednak po zmianie rządu w 2015 r. przedstawiciele koncernu nie doszli do porozumienia z resortem rozwoju w sprawie offsetu, czyli towarzyszącej umowie sprzedaży technologii na rzecz krajowych firm.
W 2016 r. rozmowy zakończono w kontrowersyjny sposób. Efektem było ochłodzenie stosunków polsko-francuskich. Planowaną wizytę w Warszawie prezydent Francji odwołał na kilka dni przed jej terminem. Z kolei wiceminister obrony Bartosz Kownacki wyjaśniał w Sejmie, jak to uczyliśmy jeść Francuzów widelcami.
Reklama
Przedstawiciele Airbusa pytani o sprawę ugody, nie chcieli komentować. Tak samo resort obrony. – Z uwagi na fakt, że zarówno wniosek o przeprowadzenie postępowania pojednawczego, jak i określona w nim wartość przedmiotu sporu zostały opatrzone klauzulą „Tajemnica Przedsiębiorstwa Airbus Helicopters”, nie możemy odnieść się do Pańskiego pytania – odpisało biuro prasowe MON. Nie wiadomo, o jaką kwotę chodzi. Ale biorąc pod uwagę długotrwałość postępowania (kilka lat) i to, że Francuzi udostępnili śmigłowiec i pilotów do testów, to w grę wchodzi zapewne kilka naście milionów złotych.

Reklama
– Widać, że Airbus nie chce iść na noże, tylko odzyskać to, co zainwestował w postępowanie – mówi osoba znająca kulisy sprawy.
Trudno wyrokować, jak do argumentów Francuzów podejdzie resort obrony pod kierownictwem ministra Mariusza Błaszczaka. Zakończenie rozmów w sprawie caracali miało miejsce w czasie, gdy urzędy pełnili minister Antoni Macierewicz i wiceminister Kownacki. Nie jest tak, że nowe kierownictwo we wszystkich sprawach staje murem za swoimi poprzednikami.
Wczoraj odpowiadający dziś za nowy sprzęt dla wojska wiceminister obrony Marek Łapiński parafował porozumienia dotyczące zakupu technologii. – Podpisaliśmy umowę offsetową z firmą Leonardo, która poprzedza umowę główną dotyczącą kupienia przez rząd Polski, na potrzeby Marynarki Wojennej RP, śmigłowców do zwalczania okrętów podwodnych i prowadzenia akcji poszukiwawczo-ratowniczych – wyjaśniał minister obrony Mariusz Błaszczak, zapowiadając finalizację rozmów o nabyciu maszyn AW-101. – Umowę główną podpiszemy jeszcze w tym miesiącu. Bardzo się cieszę, że po tej podpisanej w Mielcu na zakup śmigłowców dla Wojsk Specjalnych mamy przygotowaną i wynegocjowaną kolejną. Tym razem zostanie ona podpisana w Świdniku – dodał polityk.
Zakłady w Mielcu należą do amerykańskiego koncernu Lockheed Martin, te w Świdniku do włoskiego koncernu Leonardo, ale ich udział przy produkcji kupowanych śmigłowców AW-101, jeśli nawet będzie, to znikomy.
Jak informuje Ministerstwo Obrony Narodowej, wartość transferu technologii wynosi prawie 400 mln zł i obejmuje dziewięć zobowiązań offsetowych.
„Najważniejszym z nich będzie utworzenie w Wojskowych Zakładach Lotniczych nr 1 licencjonowanego Centrum Wsparcia Eksploatacji Śmigłowców, w którym realizowana będzie pełna obsługa techniczna, serwisy i naprawy nowych maszyn. Umowa zagwarantuje także kontynuację asysty technicznej przez firmę Leonardo przez 10 lat” – czytamy w informacji prasowej. Z tego transferu skorzystać ma również Politechnika Gdańska.
50 maszyn mieliśmy kupić w postępowaniu na śmigłowce wielozadaniowe jeszcze w 2015 r.
4 umowę na tyle jednostek dla sił specjalnych MON podpisało w ubiegłym roku
4 umowę na tyle helikopterów do zwalczania okrętów podwodnych resort podpisze jeszcze w tym miesiącu