W 2002 r. głosowałam w II turze na Lecha Kaczyńskiego, a nie na Marka Balickiego. Teraz żałuję [WYWIAD]

Hanna Gronkiewicz-Waltz
Hanna Gronkiewicz-WaltzAgencja Gazeta / Fot. Dawid Zuchowicz Agencja Gazeta
28 lutego 2019

- Widać tu wyraźnie uprzywilejowanie niektórych osób - tak sprawę ujawnionych wczoraj zarobków w NBP komentuje była prezes tej instytucji oraz do niedawna prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Jej zdaniem mimo wszystko kadencja Adama Glapińskiego nie powinna być przerywana.

Sam poziom zarobków nie jest szokujący. Problemem jest to, kto i ile zarabia w stosunku do innych. Najbardziej w oczy rzuca się to, że dyrektor komunikacji i promocji zarabia więcej niż np. dyrektor departamentu prawnego. Departament ryzyka operacyjnego i zgodności, czyli tzw. compliance, zarabia bardzo mało, bo nieco ponad 28 tys. zł. Ważny jest też departament zagraniczny, bo to wiąże się z zarządzaniem rezerwami wynoszącymi nieraz miliardy dolarów. A jeśli rezerwy się dobrze ulokuje, oznacza to zysk dla Banku, jeśli nie - oznacza to stratę. Tak więc odpowiedzialność jest ogromna i tu potrzeba fachowców. A tymczasem dyrektor zarabia tu o ponad 10 tys. mniej niż szef departamentu komunikacji i promocji. Tak samo działalność departamentu edukacji i wydawnictw nie wiążę się właściwie z żadnym większym ryzykiem, a mimo to zarabia o kilkaset złotych więcej niż dyrektor departamentu zagranicznego. Za mojej kadencji polityka była taka, że im trudniejszy departament, tym większe wynagrodzenia. Kadrowcy odnosili pensje do tych w tzw. średniej bankowości, a więc zgodnie z art. 66 ustawy o NBP. Chodziło o to, by nie było odpływu specjalistów z NBP do sektora komercyjnego. Na pewno nie było sytuacji, by specjalista od PR-u zarabiał więcej niż specjalista od ryzyka.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.