Donald Trump wymusił na południowo-koreańskim sojuszniku, by ponosił wyższe koszty za amerykańską obecność wojskową.
W niedzielę podpisano porozumienie w sprawie podziału kosztów stacjonowania wojsk amerykańskich w Korei Płd. Układ zakłada, że Seul w tym roku zapłaci za obecność 28,5 tys. żołnierzy US Army 1,04 bln wonów (3,5 mld zł), o 8 proc. więcej niż rok wcześniej.
– Negocjacje były bardzo długie, ale ostatecznie przyniosły sukces – komentowała szefowa MSZ Kang Kyung-wha, cytowana przez Reutersa. – Rząd USA zdaje sobie sprawę, że Korea Płd. zrobiła wiele na rzecz naszego sojuszu oraz pokoju i stabilności w regionie – odwzajemniał się Timothy Betts, odpowiedzialny za rokowania z Seulem przedstawiciel Departamentu Stanu. Biorąc pod uwagę, że negocjacje zaczęły się w marcu, wkrótce strony znów zasiądą do stołu, by ustalić zasady płatności na kolejne lata.
Reklama
Dlatego południowokoreańscy komentatorzy oceniają, że słowa minister Kang to robienie dobrej miny do złej gry. „Nie można nie mieć żalu do Amerykanów o to, że nie biorą jeńców podczas negocjacji. Trump korzysta z każdej okazji, by wykrzyczeć swoje zdanie, jakoby sojusznicy USA tacy jak Korea Płd. dostawali bezpieczeństwo za darmo. Za parę miesięcy rozpoczną się rozmowy o kolejnym porozumieniu w sprawie podziału kosztów. Nie ma wątpliwości, że USA zażądają kolejnej podwyżki” – czytamy w komentarzu seulskiego dziennika „Hangyeole”.

Reklama
Rozmowy trwały długo, bo Seul nie chciał się zgodzić, by opłata przekroczyła psychologiczną granicę biliona wonów. Z kolei Waszyngton początkowo oczekiwał jej podwyższenia do 1,4 bln wonów (4,7 mld zł). Koreańczycy proponowali też, żeby umowa obowiązywała przez trzy lata, o dwa lata krócej niż dotychczasowe, a nie jedynie rok, jak chcieli Amerykanie. W końcu USA obniżyły oczekiwania cenowe, a Korea Płd. ustąpiła z żądań dotyczących długości obowiązywania ustalanych warunków.
Trudne rozmowy amerykańsko-południowokoreańskie to efekt linii prezydenta Donalda Trumpa. Republikanin już wcześniej znacznie ograniczył rozmiary i częstotliwość wspólnych ćwiczeń wojskowych z Koreą Płd., argumentując to tym, że gros kosztów pokrywa budżet USA. Wielokrotnie krytykował też europejskich sojuszników, że nie wydają na obronę równowartości 2 proc. PKB, jak przewidują nieformalne reguły panujące w Sojuszu Północnoatlantyckim. „Państwa NATO muszą płacić więcej, Stany Zjednoczone muszą płacić mniej. Duża niesprawiedliwość” – tweetował Trump w lipcu 2018 r.
Gdy Waszyngton finalizował negocjacje z Seulem, prezydent ujawnił, że 27–28 lutego spotka się w Wietnamie z przywódcą Korei Płn. Kim Dzong Unem. Jeśli rozmowy dojdą do skutku, będzie to drugie takie spotkanie na szczycie w historii relacji USA z Koreą Płn. Do poprzedniego doszło w czerwcu 2018 r. w Singapurze. Kim zapowiedział wtedy, że jest gotowy do denuklearyzacji. Do dziś nie ogłoszono jednak jej harmonogramu.
Obecność US Army w Korei Południowej ma tymczasem na celu przede wszystkim odstraszenie Pjongjangu od agresji na sąsiada. Zwłaszcza, odkąd państwo Kimów rozwinęło zdolności wyprowadzenia uderzenia jądrowego. Choć poziom relacji między Koreami się poprawił – we wrześniu 2018 r. minister Kang jako pierwsza szefowa południowokoreańskiej dyplomacji odwiedziła Pjongjang – to jednak wciąż daleko do pełnej normalizacji stosunków.
W sobotę Trump po raz kolejny komplementował Kima. „Może niektórych zaskoczyć, ale mnie nie zaskoczy, bo dobrze go poznałem i w pełni rozumiem, jakie są jego zdolności. Korea Północna stanie się nowym rodzajem rakiety – gospodarczym” – pisał na Twitterze. Komentatorzy zwrócili uwagę, jak bardzo zmieniło się podejście Trumpa do Kima. Kiedyś ostrzegał, że „jego guzik atomowy jest znacznie większy i potężniejszy”, by ostatecznie dzielić się wrażeniami o „fantastycznej chemii” między nim a rządzącym Koreą Północną od 2011 r. Kimem.
Przedstawicieli Białego Domu czeka wiele pracy, by spotkanie w Hanoi zakończyło się konkretami. W ubiegłym tygodniu w Pjongjangu gościł wysłannik Trumpa Stephen Biegun. Jak ogłosił Departament Stanu, Biegun rozmawiał o tym, jak „przekształcać relacje USA i KRLD oraz budować trwały pokój na Półwyspie Koreańskim”. Efekty szczytu w Singapurze są niejednoznaczne. Z jednej strony Pjongjang ograniczył antyamerykańską propagandę w mediach i wydał szczątki żołnierzy poległych w wojnie koreańskiej. Z drugiej pojawiają się wątpliwości, na ile szczere są zapewnienia o demontażu infrastruktury wojsk rakietowych.