Nie było sygnałów, że po wprowadzeniu odwróconego VAT-u na złom i pręty doszło do szerokich wyłudzeń w oparciu o ten mechanizmu - powiedział przed sejmową komisją śledczą b. minister finansów Jacek Rostowski. Między nim a Kazimierzem Smolińskim (PiS) doszło do spięcia.
Reklama

Smoliński pytał Rostowskiego, czy wprowadzenie odwrotnego obciążenia na złom było spowodowane nieprawidłowościami, które występowały w handlu złomem. "Oczywiście" - odpowiedział Rostowski.

Były minister finansów podkreślił, że nie miał sygnałów, aby po wprowadzeniu odwróconego obciążenia doszło do "znacznych" oszust wykorzystujących ten mechanizm.

"Ja o takich wyłudzeniach na jakąś znaczącą skalę nie wiem, pan po prostu myśli, że mogły być, ja uważam, że mogły być także w wielu innych dziedzinach (...). To nie jest powszechna wiedza, absolutnie nie jest powszechna wiedza, że w złomie czy prętach po wprowadzeniu odwróconego obciążenia były szerokie wyłudzenia używające właśnie tego mechanizmu (...). Nie było sygnałów, że to jest znaczące" - powiedział Rostowski.

Między świadkiem i Smolińskim doszło do spięcia, świadek zarzucał posłowi PiS, że przytacza jego nieprawdziwe wypowiedzi i zadaje pytanie w sposób skandaliczny. Z kolei Smoliński odpowiadał, że tylko zadaje pytania i prosił świadka o odpowiedzi. Do wymiany zdań włączył się pełnomocnik Rostowskiego - Marek Chmaj.

Zjawisko wyłudzania VAT przy handlu prętami stalowymi narastało dość dynamicznie, ale nie trwało długo - mówił Rostowski. Myślę, że zareagowaliśmy relatywnie szybko - dodał, mówiąc o wprowadzeniu odwróconego VAT na pręty. Jak tłumaczył b. minister, wiele branż apelowało o wprowadzenie odwróconego VAT, ale - jak zaznaczył - odwrócony VAT zawsze jest w interesie firm. Natomiast - wskazał - odwrócony VAT wprowadza się w określonej sytuacji, gdy inne metody zawiodły.

Na pytanie "gdzie są miliardy złotych wyłudzone od wszystkich Polaków?" Jacek Rostowski oświadczył, że "nie ma żadnych dowodów na to, że wyłudzenia za rządów PO-PSL były wyższe niż za rządów PiS". Dopytywany o wyłudzone pieniądze dodał, że "ministrowie tego nie wiedzą, bo gdyby wiedzieli, to by natychmiast zgłosili do organów ścigania, żeby te pieniądze odzyskać. Każdy uczciwy obywatel ma taki obowiązek, tym bardziej minister". Rostowski oświadczył też, że jego doradca społeczny Renata Hayder nie miała dostępu do żadnych danych klauzulowanych, a jej stanowisko nie wymagało weryfikacji przez odpowiednie służby. Zauważył też, że Hayder nie pełniła funkcji urzędniczych. "Pytałem się jej, co sądzi na dany temat, dawała mi opinię na temat proponowanych zmian" - stwierdził. Jak powiedział, Renata Hayder miała kartę wstępu do ministerstwa, ale nie miała wstępu do części, w której znajdują się gabinety ministra i wiceministrów.

Była doradczyni społeczna ministra finansów Renata Hayder nie była lobbystą; nie brała pieniędzy od klientów, którzy mieli interes w zmianie ustawy - ocenił w poniedziałek przed komisją ds. VAT b. szef MF Jacek Vincent Rostowski.

Członkowie komisji pytali w poniedziałek Jacka Rostowskiego, czy przyjmując Renatę Hayder na stanowisko doradcy społecznego w resorcie finansów wiedział, że miała ona umowę o świadczenia usług konsultingowo-doradczych. "Nie wiedziałem" - odparł. Dodał jednak, że były to usługi konsultingowe wewnętrzne dla EY.

Na pytanie , czy "transparentne było, że osoba spoza MF (Hayder -PAP) bierze udział w przygotowaniu projektu ustawy o VAT" odpowiedział: "Uważam, że było transparentne. Wiedziałem, jakie były jej duże osiągnięcia i że była bardzo wysoko postawiona przedtem w firmie EY i dlatego ją wziąłem na doradcę społecznego".

Rostowski podkreślił też, że Hayder nie byłą lobbystą, bo nie brała żadnych pieniędzy od klientów, którzy mieli interes w zmianie ustawy". Członek komisji poseł PiS Andrzej Matusiewicz odnosząc się do wypowiedzi Rostowskiego oświadczył, że "jeżeli Hayder świadczyła usługi konsultingowo doradcze, to nie za darmo".

Rostowski przyznał, że Hayder "oczywiście nie świadczyła tych usług za darmo". "Ale nie w zakresie tej ustawy (o VAT - PAP), tylko w zakresie wewnętrznego działania firmy EY. Tu nie była lobbystą. Lobbysta to ktoś, kto bierze pieniądze za to żeby wpłynąć na zmianę ustawy" - dodał b. szef resortu finansów.