Mateusz Morawiecki stoi wobec przesilenia. Po wyborach chce usunąć z rządu osoby, które podejrzewa o nielojalność. Ale czy jego samego nie obwinią o „zbyt słaby” wynik wyborów? W otoczeniu premiera pojawiły się nawet obawy o jego wymianę.
W piątkowej sylwetce Morawieckiego napisałem, że nagranie jego rozmowy doraźnie mogło go nawet wzmocnić. PiS jest skazane na jego obronę. Wszak na jego twarzy i wystąpieniach zbudowano całą kampanię samorządową. Jarosław Kaczyński dodał do tego sympatię wobec polityka, z którym znalazł wspólny język. Jeszcze parę dni temu lekceważył zarzuty i mocno angażował się w obronę.
Nic dziwnego, że premier zaczął sugerować rekonstrukcję rządu po wyborach. Odzwierciedleniem jego nadziei był tekst w „Fakcie” o możliwości odejścia pięciu ministrów. Czy jednak wskazano trafnie nazwiska? Beata Szydło (wicepremier), Anna Zalewska (edukacja) czy Beata Kempa (minister bez teki) miałyby startować do Parlamentu Europejskiego. Wymieniono też Krzysztofa Tchórzewskiego (energia) i Andrzeja Adamczyka (infrastruktura). Premier natychmiast zaprzeczył tym informacjom.