Z 15-osobowej drużyny, z którą przystąpiłem do walki, zginęło sześciu. Czterdzieści procent. To niewyobrażalne, ale niestety taka była sytuacja – wspomina Eugeniusz Tyrajski . Młodym ludziom radzi, by żyli w zgodzie z własnym sumieniem.
Reklama
Eugeniusz Tyrajski / Dziennik Gazeta Prawna
Czy Powstanie Warszawskie dzisiaj łączy czy jednak dzieli?
Niektóre osoby wyrażają opinie, może niedosłownie negatywne, ale z pewnymi zastrzeżeniami. Powody bywają różne, w końcu straty były ogromne, zginęło mnóstwo ludzi. Ale ja mam na to swój pogląd. Podejrzewam, że nasi dowódcy doprowadzili do wybuchu Powstania, bo chcieli uprzedzić Rosjan w oswobadzaniu Warszawy. Oczywiście skutki Powstania były straszne. Ale ta chęć wystąpienia przed Rosjanami w roli gospodarza przyspieszyła decyzję o rozpoczęciu Powstania.
Dziennik Gazeta Prawna / Dziennik Gazeta Prawna
Wielu jego uczestników do dziś nie radzi sobie z tą traumą.
Ja zaczynałem walkę na Wyścigach na Służewcu, batalion „Karpaty”. Batalion miał za zadanie opanowanie tego terenu. Ale nas było ok. 300, a Niemców dwa razy więcej, do tego lepiej uzbrojonych. Liczyliśmy na efekt zaskoczenia, ale po paru godzinach Niemcy się zorganizowali i zaczęli nas wypychać. Z 15-osobowej drużyny, z którą przystąpiłem do walki, zginęło sześciu. 40 procent. To niewyobrażalne, ale taka była sytuacja. Zawsze, w związku z tymi wydarzeniami, wspominam mojego serdecznego przyjaciela Kazia Tesławskiego ps. Racuch, który na pół godziny przed wybuchem walk stał jakiś taki zasępiony. Spytałem go, co mu dolega. A on na to: „A wiecie co, tu to lepiej dostać od razu w łeb niż zostać rannym”. No bo skąd miałaby nadejść pomoc dla takiej osoby? Kazio zginął jako pierwszy z naszej kompanii. Tak jakby przewidział własną śmierć.
W ubiegłym tygodniu przedstawiciele środowisk powstańczych i władze Warszawy podpisali się pod wspólnym apelem do warszawiaków. Zawarto tam zdanie: „My, współcześni widzimy, jak groźne są podziały na naszych i obcych, na lepszych i gorszych”.
Ja mam swoje zdanie na temat Polaków o ogóle. W latach 70. w „Przekroju” ukazał się wierszyk Ludwika Kerna, którego fragment teraz panu przytoczę:
Hoże dziewczę płacze,
Konik nóżką grzebie,
Polacy od wieków
Twardzi są. Dla siebie.
Francuz Francuzowi
Funduje ślimaka,
A Polak najchętniej
Podgryza Polaka.
Hiszpanowi Hiszpan
Gra na tamburynie,
A Polak podkłada
Polakowi świnię.
Proszę mi powiedzieć, czy teraz jest inaczej? Bo moim zdaniem nie.
Mimo to jest pan dumny z dzisiejszej Polski? Z tego, jak funkcjonuje społeczeństwo, klasa polityczna?
Ja w politykę się w ogóle nie bawię. Mam swoje zdanie, ale nie chcę się na ten temat wypowiadać. Nasza historia w okresie powojennym była trudna, bo rządzili nami Rosjanie. To rodziło waśnie między Polakami, bo jedni starali się działać konformistycznie, a inni stali twardo przy swoim stanowisku. To wytwarzało atmosferę konfliktu i być może tak się trochę do dziś utrzymuje. Ale przed wojną właściwie było podobnie. Miałem wtedy 13 lat, ale pamiętam niesnaski między władzą a tymi, którzy do tej władzy się nie dostali. To nasze 100-lecie niepodległości to dość trudna historia.
Czego żyjącym powstańcom potrzeba teraz najbardziej?
Różnie bywa. Jedni są w lepszej sytuacji, inni w gorszej. Duże znaczenie ma pomoc materialna, teraz miasto zaczęło wypłacać nam nagrody pieniężne.
Hanna Gronkiewicz-Waltz kończy właśnie trzecią kadencję, wcześniej rządził Lech Kaczyński, za kadencji którego powstało Muzeum Powstania Warszawskiego. Był czas i okazja, by zadbać o powstańców. Dopiero teraz władze stolicy sobie o was przypomniały?
Wie pan, myśmy też byli młodsi i łatwiej dawaliśmy sobie radę. Ale sytuacja jest coraz gorsza. Ja jeszcze się jakoś trzymam, bo nie mam czasu chorować. Pełnię kilka funkcji w organizacjach kombatanckich, działam w fundacji, pomagam wydawać książki. Czasem mam dość, ale może to i dobrze, bo dzięki temu jakoś funkcjonuję. Ale wielu kolegów i koleżanek nie nadaje się do samodzielnego życia. Wszystko, co stare, się psuje. Dlatego ta pomoc materialna czy opieka są nieodzowne. Ale wie pan, chyba najgorsza jest samotność. Gdy człowiek wieczorem wraca do domu, a okulistka zabroni zbyt długo czytać czy oglądać telewizję. Ja mam w domu zawsze radio włączone, tym się jakoś ratuję.
Co chciałby pan powiedzieć młodym Polakom?
Jest takie powiedzenie, że „najchętniej dobre rady dają ci, którzy nie mogą już dawać złych przykładów”. Pokolenia się zmieniają, a wraz z nimi podejście do różnych spraw. Tak też jest z dzisiejszym społeczeństwem i trzeba to zrozumieć. Dlatego młodym ludziom powiedziałbym tyle, by żyli w zgodzie z własnym sumieniem.