Chodzi o porozumienie osiągnięte w poniedziałek wieczorem między CDU kanclerz Angeli Merkel a bawarską CSU, które zażegnało spór o imigrację. Przewiduje ono m.in., że Niemcy będą zatrzymywać migrantów zarejestrowanych w innych krajach Unii Europejskiej w centrach tranzytowych.

"Nie mamy wszystkich szczegółów. Poprosiłem służbę prawną o analizę. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to, co postanowiono w Berlinie, jest zgodne z prawem. Zobaczymy, co będzie dalej, co ustalimy po spotkaniu w Brukseli" - powiedział na konferencji prasowej w Parlamencie Europejskim szef Komisji.

Juncker odrzucił przy tym sugestię, że Merkel, która obiecywała wcześniej europejskie rozwiązanie dotyczące problemu migracji, złamała słowo, godząc się na rozwiązania krajowe. "Nigdy bym nie powiedział, że to złamanie słowa. Ja bym się tak nie wyraził" - oświadczył.

Reklama

Kanclerz Austrii, państwa, które może być najbardziej dotknięte niemieckimi działaniami, Sebastian Kurz mówił na tej samej konferencji prasowej, że po powrocie do Wiednia ze Strasburga będzie rozmawiał na ten temat z wicekanclerzem oraz ministrem spraw wewnętrznych jego kraju. "Rozmawiamy o sprawie między CDU a CSU, a to oznacza, że dopiero jak rząd niemiecki będzie miał w pełni wypracowaną linię postępowania, wówczas my będziemy mogli zająć stanowisko" - podkreślił polityk. W skład koalicji rządzącej w Niemczech wchodzą poza CDU i CSU socjaldemokraci z SPD.

Zastrzegł jednocześnie, że jeśli Niemcy wprowadzą swoje rozwiązania krajowe, to Austria i inne kraje będą musiały na to zareagować. "To, co jest istotne, to trzymanie się celu długofalowego - Europy bez granic wewnętrznych" - przekonywał Kurz.

Wśród propozycji złożonych przez kanclerz Merkel ministrowi spraw wewnętrznych i przewodniczącymi CSU Horstowi Seehoferowi jest plan, by przybyłe do Niemiec osoby ubiegające się o azyl, których nie uda się odesłać do krajów wjazdu na obszar UE, były odsyłane w kierunku Austrii.

Szef Parlamentu Europejskiego, Włoch Antonio Tajani, podkreślał, że sposobem na rozwiązanie problemu migracji nie jest zamykanie granic wewnętrznych w strefie Schengen. "Szczególnie w krajach takich, jak Włochy czy Grecja, zamknięcie granic wewnętrznych spowodowałoby poważne szkody, bo przede wszystkim te państwa musiałyby się zająć osobami przyjeżdżającymi. Na pewno pojawiałyby się ogromne trudności" - przekonywał polityk.

Porozumienie niemieckich partii chadeckich ma jednak rozwiązywać problem migracji wtórnej, czyli z jednego kraju unijnego do drugiego. Wiele osób po przedostaniu się z Afryki przez Morze Śródziemne do Włoch rusza w podróż na północ, do bogatszych krajów europejskich, co tworzy presję migracyjną zwłaszcza w Niemczech. Zgodnie z prawem ci, którzy mają szanse na azyl, powinni złożyć wniosek i czekać na jego rozpatrzenie w pierwszym bezpiecznym państwie, do którego przybędą.

Rzym czy Ateny nie godzą się na takie rozwiązanie, dlatego tamtejsze władze, nie mogąc doczekać się reformy prawa azylowego na poziomie UE, przymykają oczy na przemieszczanie się migrantów z ich krajów na północ. Sytuacja ta zagraża zamknięciem granic wewnątrz Schengen. Zresztą na niektórych granicach, m.in. między Włochami i Austrią czy Niemcami i Austrią kontrole zostały już przywrócone wcześniej.

"Jestem zaniepokojony brakiem rozwiązania problemu migracji i uchodźców w państwach członkowskich. Na ostatnim posiedzeniu Rady Europejskiej (szczycie UE - PAP) apelowałem, żeby kraje UE szybko podjęły decyzje co do całościowego pakietu reform systemu azylowego. Obecne reguły nie zdają egzaminu" - powiedział Tajani.

Jak zaznaczył, PE zgodzi się tylko na całościową reformę zmieniającą również rozporządzenie dublińskie. Właśnie co do tych przepisów nie mogą się porozumieć stolice. Kontrowersje budzi zwłaszcza proponowany przez KE system automatycznej relokacji uchodźców. Przywódcy unijni ustalili na zeszłotygodniowym szczycie, że w tej sprawie decyzja będzie podejmowana jednomyślnie.