Następca Krzysztofa Jurgiela ma zagwarantować PiS zwycięstwo na wsi w jesiennych wyborach.
Ale wiele wskazuje na to, że minister rolnictwa ustąpił, bo osobiście zależało na tym prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu i premierowi Mateuszowi Morawieckiemu.
Kłopoty, jakie rządzący mają ostatnio z wsią, mogą za chwilę zacząć się przekładać na poparcie polityczne, stąd dla Jurgiela w gabinecie Morawieckiego było ostatnio coraz mniej miejsca.
Reklama
Minister miał kłopoty z opanowaniem ASF, czyli afrykańskiego pomoru świń. Epidemia przekroczyła linię Wisły i zmierza na zachód. Główny Inspektorat Weterynarii poinformował ostatnio o wykryciu 38 ognisk u dzików, z czego aż 18 na Mazowszu. Ogniska choroby są już od kilku miesięcy na zachód od Warszawy, w okolicach Sochaczewa. Największe obawy budzi fakt szybkiego rozprzestrzeniania się epidemii. Wkrótce zagrozi stadom w Wielkopolsce. Region ten słynie z hodowli świń.
ASF ujawniła też słabą pozycję Jurgiela w rządzie. Jego pomysł wybudowania płotu na wschodniej granicy Polski, który miał zatrzymać chore dziki przed przechodzeniem do Polski, został zastopowany przez ministrów spraw wewnętrznych i administracji Joachima Brudzińskiego i środowiska Henryka Kowalczyka. Wskazywano na duże koszty inwestycji i jej prawdopodobną małą skuteczność, ponieważ ASF jest już w Polsce. – Minister miał także problem z porozumieniem się z myśliwymi w sprawie odstrzału dzików – mówi osoba z rządu.

Reklama
Dodatkowo ostatnio zaczęły się także rolnicze protesty. Unia Warzywno-Ziemniaczana organizowała je w imię ochrony polskiej żywności przed importem. Protesty nie były może spektakularne, ale pokazały, że istnieje potencjał, który może być wykorzystany politycznie przeciwko PiS w samorządowej kampanii wyborczej.
Wreszcie Krzysztof Jurgiel miał pecha, ponieważ na domiar złego w Polsce pojawiła się susza. Instytut Uprawy, Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach ogłosił ją na terenie całej Polski. Jest nią zagrożonych ponad 60 proc. powierzchni upraw zbóż jarych, niemal 50 proc. ozimych i owocowych. – Oczywiście to nie wina ministra, ale powinien przynajmniej pokazać, że coś robi – mówi osoba związana z rządem.
Zbliżające się wybory powodują coraz większą presję w PiS, tym bardziej że wpływy na wsi odzyskuje jej główny rywal, czyli PSL. Stąd decyzja o zmianie szefa resortu. Nieoficjalne informacje o możliwej dymisji pojawiały się coraz częściej. Pisaliśmy o nich już kilka tygodni temu.
– Zmiana to strzał w dziesiątkę. W sensie wizerunkowym to był katastrofalny minister. Miał problemy z mówieniem po polsku i jasnym sformułowaniem przekazu dla wsi, a ta w strukturze elektoratu PiS odgrywa ważną rolę. Nadchodzi seria wyborów, podczas których jej poparcie będzie bardzo ważne. Może prezesa przekonano, że będzie potrzebny ktoś dynamiczny z planami gospodarczymi – domyśla się politolog prof. Antoni Dudek.
Walka z ASF i skutkami suszy to najważniejsze zadania, jakimi będzie musiał zająć się nowy szef resortu. Jego nazwisko mamy poznać w ciągu kilku dni. Jedną z osób branych pod uwagę jest Jan Krzysztof Ardanowski, zastępca szefa sejmowej komisji rolnictwa w Sejmie. O jego kandydaturze w tym kontekście była mowa już w styczniu. Wówczas drugą osobą typowaną na szefa resortu rolnictwa był Henryk Kowalczyk, aktualny minister środowiska. W rozmowie z DGP zaprzeczył on jednak, by zmieniał resort.