Mieszkam przy ulicy, która – na skutek przeciągania liny między PO a PiS – nie może zdecydować się, czy nazywa się Armii Ludowej czy Lecha Kaczyńskiego. Kompetencyjny i polityczny spór międzypartyjny prowadzi do kolejnego zwycięstwa dawnej, podległej ludobójcy Józefowi Stalinowi bojówki nad pamięcią o demokracie i patriocie.
Małostkowa gra Platformy w tej sprawie irytowałaby mnie bardziej, gdyby nie to, że towarzyszy jej długofalowa intryga PiS. Partia rządząca od lat kłamie w sprawie PO, nakładając opozycji ubranie piewców komunizmu. Konflikt o zmianę nazwy z komunistycznej na demokratyczną wspaniale uwiarygadnia wymierzone w Platformę kłamstwo, zatem był i będzie podgrzewany przez PiS. Potrzeby polityczne dominują nad przyzwoitością. Platformie z kolei podoba się odrzucanie „dyktatu PiS”, co uwiarygadnia jej narrację, tę, w której tylko PO może powstrzymać dyktaturę Jarosława (w zależności od partyjnej decyzji wspierający tę partię propagatorzy piszą o tym, że dyktatura jest albo że dopiero będzie). Aż trudno się połapać – o ile, oczywiście, ktoś bierze te głupstwa na poważnie.
Powinna powstać wielopartyjna komisja uzgodnień, która ustaliłaby, co i jak z nowymi oraz starymi nazwami. To jedyne logiczne rozwiązanie, na pewno lepsze od tego, że po każdych wyborach będziemy zmieniać i zmieniać, kosztem czci należnej bohaterom. Wiedzą to ci, którzy w obu ugrupowaniach decydują. Wygodniej i korzystniej jest im jednak pomstować na drugą stronę, niż wyciągnąć moralnie słusznie wnioski z zawołania „Cześć i chwała bohaterom”. A tam, bohaterowie mogą poczekać.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.