Śmiertelne ofiary sobotniego tąpnięcia, do jakiego doszło w kopalni Zofiówka, przypominają, jak niebezpieczne jest górnictwo, nawet w sytuacji gdy NIK pozytywnie ocenia system ratownictwa
Reklama
KATASTROFA
W sobotę około godz. 11 w Jastrzębiu-Zdroju doszło do silnego podziemnego wstrząsu, odczuwalnego nawet kilkanaście kilometrów od kopalni Zofiówka, także na powierzchni. W rejonie zagrożenia znajdowało się 11 górników, którzy pracowali przy budowie chodnika mającego udostępnić nowy front wydobywczy węgla. Jastrzębska Spółka Węglowa, do której należy Zofiówka, jest największym w Unii Europejskiej producentem węgla koksowego, bazy do produkcji stali, na który jest duży popyt.
Stąd intensyfikacja prac mających na celu zwiększenie jego produkcji. Górnicy z Zofiówki, z którymi rozmawialiśmy, twierdzili, że od kilku dni w rejonie był zakaz prowadzenia robót górniczych. – Dotyczył równoczesnego prowadzenia prac w dwóch przodkach, dlatego prowadziliśmy je w jednym – mówi nam rzeczniczka JSW Katarzyna Jabłońska-Bajer. Jak nieoficjalnie ustalił DGP, chodziło o zakaz pracy kombajnu, który był respektowany, ale tzw. roboty strzałowe (z użyciem materiałów wybuchowych) były dozwolone. I to właśnie tuż przed nimi doszło do wstrząsu.
Prokuratura zabezpieczyła już dokumentację kopalni. Dziś podejmie decyzję, czy wszcząć śledztwo w sprawie wypadku. Prezes Wyższego Urzędu Górniczego Adam Mirek zapowiedział, że powoła dziś specjalną komisję, która zajmie się wyjaśnieniem przyczyn tragedii i skontroluje akcję ratowniczą. – Nie mieliśmy tu wcześniej do czynienia z tak silnym wstrząsem. To górnicza „ósemka”, a zwykle mamy słabsze „czwórki” i „piątki” (skala jest 10-stopniowa – red.) – mówi Jabłońska-Bajer. Na dodatek epicentrum było w samej kopalni.
Czterech górników tuż po wstrząsie samodzielnie opuściło miejsce zdarzenia, jednak siedmiu zostało 900 m pod ziemią. Ratownicy górniczy nie mogli od razu ruszyć im na pomoc, bo po wstrząsie doszło do wzrostu stężenia śmiertelnie niebezpiecznego metanu. Dochodziło ono do 40 proc., tymczasem z możliwością wybuchu, którego przeżycie jest niemal niemożliwe, mamy do czynienia już przy 5–15 proc. Po kilku godzinach warunki na dole się poprawiły i ratownicy ruszyli do akcji.
Szybko udało się im znaleźć dwóch poszukiwanych. Byli przytomni i z lekkimi urazami trafili do szpitala. Przekazali kolegom, że trzeci uwięziony górnik jest niedaleko. Ratownikom udało się z nim nawiązać kontakt wzrokowy. Tyle że natrafili na zawał – rumowisko skał splątanych ze zniszczoną konstrukcją kopalnianych urządzeń powstałe w wyniku wstrząsu, które trzeba było przeczesywać ręcznie. Po pierwsze, by nie narazić poszukiwanych. Po drugie, z powodu wysokiego stężenia metanu. Iskra z maszyn mogłaby doprowadzić do kolejnej tragedii.
Zawał ma 250 m, ale są w nim pustki pozwalające na przepływ powietrza. Mimo to ratownicy musieli zacząć budowę lutniociągu, podziemnej rury, którą można tłoczyć świeże powietrze do rejonu wypadku. Dzięki temu pomaga się poszukiwanym, ale i ratującym, którzy w aparatach tlenowych mogą wtedy przebywać dłużej w miejscu akcji bez konieczności ciągłego wycofywania i zmiany z kolejnym zastępem ratowniczym. Każdy zastęp liczy pięć osób; na miejscu pracuje 17 zastępów.
Do pierwszego z pięciu poszukiwanych udało się dotrzeć w niedzielę przed południem. Był przygnieciony częściami kopalnianego wyposażenia. Lekarz stwierdził zgon, ale będzie konieczna będzie sekcja zwłok i badanie DNA. Po południu ratownicy poinformowali, że transportują do lekarza drugiego z nich bez oznak życia. Po godz. 16 potwierdzenie: to druga ofiara śmiertelna. Do zamknięcia tego wydania DGP trwały poszukiwania trzech pozostałych górników. Ratownicy nie mieli z nimi kontaktu. W sobotę do kopalni Zofiówka przyjechał premier Mateusz Morawiecki, a w niedzielę – prezydent Andrzej Duda. Obaj przekazali wyrazy solidarności z rodzinami górników i ratownikami.
30 kwietnia Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport o ratownictwie górniczym, w którym pozytywnie oceniła tę branżę. W latach 2014–2017 w polskich kopalniach węgla kamiennego doszło do 6,5 tys. wypadków, w których zginęło 52 górników, a 43 zostało ciężko rannych. Zdaniem NIK służby ratownicze były prawidłowo zorganizowane i spełniały standardy co do wyposażenia, stażu, wieku i kwalifikacji członków drużyn ratowniczych. Według kontrolerów dla utrzymania sprawności na wysokim poziomie konieczne jest wypracowanie innego sposobu finansowania usług gotowości do udziału w akcjach, realizowanych przez Centralną Stację Ratownictwa Górniczego. CSRG to górnicze pogotowie skupiające wyłącznie zawodowych ratowników. W kopalniach działają także samodzielne jednostki ratownicze. ⒸⓅ
Zofiówka jest największym w UE producentem węgla koksowego