Podczas weekendu media opublikowały szczegóły dziennikarskiego śledztwa, wskazując, że firma Cambridge Analytica, zajmująca się analizą danych, bez zezwolenia zapewniła sobie dostęp do danych ponad 50 milionów użytkowników Facebooka. Cambridge Analytica miała wykorzystać te dane w kampanii prezydenckiej w USA w 2016 roku, mobilizując zwolenników Donalda Trumpa i odwodząc od udziału w wyborach potencjalnych zwolenników Hillary Clinton. Posługiwano się w tym celu konkretnymi przekazami na Facebooku, zamieszczanymi jako reklamy.

Minister Barley (SPD) podkreśliła w wypowiedzi dla gazety "Pasauer Neue Prese" (wydanie środowe), że takie metody mogą wypaczać proces kształtowania opinii i stanowić zagrożenie dla demokracji, jeśli nie przestrzega się klarownych reguł. Tylko ten, kto wie, co dzieje się z jego osobistymi danymi, może suwerennie decydować o ich przetwarzaniu - dodała, podkreślając, że Facebook musi tego prawa przestrzegać.

W związku z narastającymi kontrowersjami dotyczącymi Cambridge Analytica przewodniczący komisji ds. cyfryzacji i mediów w brytyjskiej Izbie Gmin wezwał we wtorek szefa Facebooka Marka Zuckerberga do złożenia wyjaśnień przed posłami.

Bloomberg poinformował, powołując się na źródło bliskie sprawy, że amerykańska Federalna Komisja Handlu przeanalizuje, czy Facebook pozwolił Cambridge Analytica na otrzymanie danych użytkowników, łamiąc swoje zasady.

Dokładna rola Cambridge Analytica w wyborze Trumpa na prezydenta USA nie jest znana, ale firma informuje na swojej stronie internetowej, że "zapewniła kampanii (...) wiedzę ekspercką, która pomogła zdobyć Biały Dom". Zgodnie z oficjalnymi sprawozdaniami za usługi świadczone od czerwca 2016 roku firma ta otrzymała co najmniej 6,2 mln dolarów. (PAP)

az/ mc/