Orban oznajmił w nagraniu wideo zamieszczonym na swoim profilu na Facebooku, że Budapeszt musi się obronić przed migrantami, bo inaczej powtórzy się sytuacja, jaka panowała latem 2015 r. przy budapeszteńskim dworcu Keleti oraz na pobliskim placu Jana Pawła II. „Jest absolutnie jednoznaczne, że tego nie chcemy” - podkreślił.

Aby tak się nie stało, „jest konieczne, byśmy nie dopuszczali do steru rządów polityków, a jest ich wielu, którzy nie służą interesom Węgrów, tylko chcą uczynić z Węgier kraj imigracyjny (…). Ci, którzy opowiadają się za imigracją, mówią, że Budapeszt powinien stać się miastem imigracyjnym” – oznajmił Orban.

Na wtorkowym posiedzeniu Węgierskiej Izby Handlowo-Przemysłowej Orban oświadczył zaś, że jeśli Węgry staną się "krajem imigracyjnym", to przestaną się rozwijać i nastąpi „uwstecznienie, upadek, zastój”.

Reklama

Aby Węgry mogły cokolwiek zdziałać w najbliższych czterech latach, nie wolno wpuścić na terytorium kraju ani jednego migranta, trzeba obronić ogrodzenie graniczne i zmusić Brukselę do zwrócenia przynajmniej połowy jego kosztów, a także wydalić z kraju każdego, kto zajmuje się organizowaniem imigracji - ocenił.

Według Orbana, jeśli uda się obronić Węgry, to realny jest co roku wzrost gospodarczy wysokości 4 proc., a w 2022 r. pełne zatrudnienie, a także coroczne podnoszenie pensji minimalnej i emerytur.

Reklama

Węgry są dziś w lepszej sytuacji, bo „nie pozwoliliśmy, by odebrano nam swobodę decyzji” - dodał premier. „Jeśli w ważnych kwestiach narodowych decyzje podejmować będziemy nie my, lecz Bruksela lub Międzynarodowy Fundusz Walutowy, to będziemy w kłopocie” - ostrzegł.

Na Węgrzech trwa kampania przed wyborami parlamentarnymi 8 kwietnia, w której kwestia migracji jest przedstawiana przez rządzącą koalicję konserwatywnego Fideszu i Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Ludowej jako główna stawka wyborów.

Fidesz przekonuje, że partie opozycyjne służą interesom amerykańskiego miliardera George’a Sorosa, który według władz Węgier chce ściągnąć do Europy miliony imigrantów. W kraju trwa kampania plakatowa; na plakatach, na tle wyrwy w ogrodzeniu granicznym, są przedstawiani z sekatorami w rękach najważniejsi przywódcy opozycji wraz z Sorosem.

W 2015 r. przez Węgry przetoczyła się fala prawie 400 tys. imigrantów zmierzających na Zachód. We wrześniu tamtego roku władze węgierskie zamknęły przed nimi dworzec Keleti, tłumacząc, że usiłują egzekwować unijne prawo, na mocy którego każdy, kto chciałby poruszać się wewnątrz Unii, powinien posiadać ważny paszport i wizę Schengen. Tysiące przybyszów utknęły wówczas w okolicach dworca w węgierskiej stolicy.

Również w 2015 r. Węgry wzniosły ogrodzenie na granicy z Serbią i Chorwacją, by powstrzymać napływ imigrantów. Wiosną ubiegłego roku zaostrzono natomiast przepisy, wprowadzając zasadę, że osoby ubiegające się o azyl muszą w razie stanu kryzysowego czekać na rozpatrzenie wniosku w strefach tranzytowych na granicy. Jednocześnie umożliwiono zatrzymywanie cudzoziemców przebywających nielegalnie na Węgrzech na całym terytorium kraju i odprowadzanie ich na granicę.

W sondażach przed wyborami koalicja rządząca zdecydowanie prowadzi. Według opublikowanego w zeszłym tygodniu badania ośrodka Szazadveg koalicja Fidesz-KDNP utrzymuje ogromną przewagę nad opozycją. Wśród wyborców pewnych swoich preferencji i deklarujących chęć udziału w wyborach chce na nią głosować 53 proc. ankietowanych, poparcie dla radykalnie prawicowego Jobbiku wynosi 14 proc., dla lewicowej koalicji Węgierskiej Partii Socjalistycznej i partii Dialog 11 proc., dla partii Polityka Może Być Inna (LMP) 8 proc., a dla Koalicji Demokratycznej byłego premiera Ferenca Gyurcsanya 6 proc.

Koalicja Fidesz-KDNP rządzi na Węgrzech od 2010 roku, kiedy to pokonała skompromitowanych skandalami korupcyjnymi i złym zarządzaniem socjalistów.

Z Budapesztu Małgorzata Wyrzykowska (PAP)