Ostateczny jest już wyrok skazujący na dożywocie Rosjanina Samira S. za zabójstwo w Gdańsku w 2013 r. trzyosobowej rodziny, w tym 16-miesięcznego dziecka. W środę Sąd Najwyższy oddalił kasację obrony w tej sprawie.

Kasacja została uznana przez SN "jako oczywiście bezzasadna". Skazany mężczyzna będzie mógł się ubiegać o warunkowe, przedterminowe zwolnienie po 35 latach odbywania kary.

"Nie można wymagać od SN, żeby zajmował się ustaleniami faktycznymi, to nie ten moment" - powiedział w uzasadnieniu postanowienia SN sędzia Tomasz Artymiuk. Jak dodał, wywód sądu apelacyjnego, który skazał S., trzeba w pełni podzielić zarówno ze względu formalnego, jak i merytorycznego. Przypomniał, że "sam skazany wskazał miejsce ukrycia broni, to na tej broni zostały ujawnione jego odciski palców, to w jego mieszkaniu zostały znalezione rzeczy zrabowane z mieszkania ofiar".

Sędzia podkreślił, że ta sprawa była "bardzo tragiczna, straszna", ale SN rozpatrywał ją tylko pod kątem zarzutów kasacyjnych, które nie zasługiwały na uwzględnienie.

Reklama

Do zabójstwa 33-letniego Adama K., jego 30-letniej żony i ich 16-miesięcznej córki Niny doszło 13 marca 2013 r. wieczorem w ich mieszkaniu w centrum Gdańska. Ciała odkrył następnego dnia znajomy rodziny. Z mieszkania zniknęły cenne przedmioty, m.in. sprzęt elektroniczny i liczne militaria z czasów II wojny światowej, które kolekcjonował gospodarz. Wartość skradzionego mienia wyniosła nie mniej niż 63 tys. zł. Większość tych rzeczy policja znalazła w mieszkaniu Samira S. po jego zatrzymaniu.

W marcu 2016 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku skazał Samira S. na dożywotnie więzienie i pozbawienie praw publicznych na 10 lat. Orzekł też m.in., że oskarżony ma zapłacić czterem osobom związanym rodzinnie z ofiarami po 50 tys. zł zadośćuczynienia.

Reklama

W styczniu 2017 r. Sąd Apelacyjny w Gdańsku utrzymał ten wyrok. Dodatkowo zasądził 50 tys. zł na rzecz kolejnego krewnego ofiar. W uzasadnieniu SA wskazywał, że zastanawiał się, dlaczego wśród ofiar Samira S. była 16-miesięczna córka Adama K. i jego żony.

"Przecież takie dziecko dla oskarżonego nie stanowiło żadnego zagrożenia, nie mogło być źródłem jakichkolwiek materiałów dowodowych. Odpowiedzi na pytanie, dlaczego dziecko, oskarżony udzielił konwojującym go policjantom. Odpowiedź była brutalna: +bo wyło+" - mówił wtedy sędzia.

Zdaniem SA, świadczyło to o istnieniu u oskarżonego "najgorszych instynktów". "Chyba nawet nie można tu mówić o zezwierzęceniu, bo w przyrodzie wśród zwierząt takie zachowania nie należą do sytuacji częstych" - oceniał SA.

W argumentacji kasacji obrońca odniósł się m.in. właśnie do kwestii rozmów Samira S. z konwojującymi go policjantami. "Procedura karna nie zna takiej instytucji jak rozpytanie podejrzanego. (...) Nie wiadomo więc w jaki sposób zakwalifikować prowadzoną rozmowę przez funkcjonariuszy z Samirem S." - wskazywał reprezentujący skazanego mec. Arnost Becka.

Odnosząc się do tej argumentacji SN przypomniał, że w sprawie nie mamy do czynienia z sytuacją zastępowania wyjaśnień oskarżonego zeznaniami policjantów i nie było żadnego "rozpytania" S. przez funkcjonariuszy. "Sąd uwzględnił te zeznania w zakresie ich prawdziwości co do tego, co w trakcie konwojowania ówczesna osoba podejrzewana relacjonowała tym funkcjonariuszom" - dodał sędzia Artymiuk.

Według ustaleń Samir S. miał odebrać od Adama K. dług w kwocie 12-13 tys. zł - obydwaj kolekcjonowali militaria, handlowali też nimi między sobą. W wyniku gwałtownej kłótni S. wyjął pistolet i - strzelając dwukrotnie z bardzo małej odległości w głowę - zabił Adama K., a potem jego żonę, która przybiegła usłyszawszy strzały. Następnie, według śledczych, S. zabił strzałem w głowę dziewczynkę.

Rosjaninowi oprócz potrójnego zabójstwa i kradzieży mienia należącego do Adama K. zarzucono też nielegalne posiadanie broni - pistoletu Walther P22, który był narzędziem zbrodni.

Śledczy ustalili, że tuż po zabójstwie S. wrócił autobusem do Elbląga, gdzie spalił ubranie i ukrył pistolet. Dwa dni później (dzień po ujawnieniu zbrodni) został zatrzymany. Na trop mężczyzny naprowadziły policję przede wszystkim połączenia telefoniczne: w dniu, w którym doszło do zabójstwa, Adam K. i Samir S. kilkakrotnie rozmawiali przez telefon i wymieniali sms-y. Podczas konwojowania do Gdańska Rosjanin przyznał się funkcjonariuszom, że jest sprawcą morderstwa rodziny.

Samir S. był wcześniej karany. Kilka lat temu sąd w Kaliningradzie skazał go na 10 miesięcy pobytu w kolonii karnej za nielegalne posiadanie broni. Oskarżony przebywał w Polsce legalnie. Miał Kartę Polaka, bo jeden z jego dziadków był narodowości polskiej.