Spotykam się z powszechną falą życzliwości. Ludzie znajomi a głównie nieznajomi jednocześnie piszą maile do europarlamentarzystów. Ilość tych maili przeszła najśmielsze oczekiwania. Nawet gdy była sprawa ACTA wówczas tych protestów było mniej – powiedział wiceszef PE Ryszard Czarnecki.
Reklama

- Muszę powiedzieć, że takiej fali sympatii i empatii, takiej fali wsparcia i solidarności, nie tylko narodowej, ale ludzkiej, nie odczuwałem dawno, a może nigdy, aż takiej. Masa maili, masa smsów, także od osób, których nawet nie znam, wypowiedzi ludzi przypadkowo spotkanych, reakcje ludzi, których nawet bym nie podejrzewał, bo uważam, że ich poglądy są inne niż moje, czy nawet publiczne wypowiedzi niektórych przedstawicieli opozycji, mam na myśli Kukiz - powiedział Ryszard Czarnecki w Telewizji Republika.

Europoseł podkreślił, że "ludzie znajomi a głównie nieznajomi jednocześnie piszą maile do europarlamentarzystów".

- Z tego, co już mi mówiono, to ilość tych maili przeszła najśmielsze oczekiwania. Nawet, gdy była sprawa ACTA wówczas tych protestów było mniej niż teraz w sprawie Czarneckiego. To chyba o czymś świadczy - powiedział wiceszef PE.

Reklama

Według niego pokazuje to, że ludzie rozumieją, że nie chodzi głównie o Ryszarda Czarneckiego, tylko o Polskę i "że jesteśmy atakowani na forum międzynarodowym".

- Ci sami, którzy stoją za uruchomieniem procesu sankcyjnego wobec Polski, teraz uruchomili proces sankcyjny wobec polskiego wiceprzewodniczącego PE. Myślę, że jest to gołym okiem widoczne. Jednocześnie dochodzi do spektakularnego ukazania podwójnych standardów w PE - powiedział Czarnecki.

Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego podkreślił, że niedawno polityk CSU w kontekście emigrantów użył określenia używanego w okresie III rzeszy stosowanego wobec Żydów, a jednak nie wywołało to wzburzenia w środowiskach unijnych.

Przypomniał także, że "szef liberałów w europarlamencie określił 60 tys. Polaków, którzy szli w Marszu Niepodległości, czcząc nasze narodowe święto, jako nazistów. To również nie spotkało się z żadnymi sankcjami, z żadną formalną reakcją ze strony władz Unii".

- Pani Thun w Boże Narodzenie, kiedy jest czas miłości i nawet przeciwnikom politycznym, oponentom składa się życzenia, w pierwszy dzień Bożego Narodzenia napisała na Twitterze, że "PiS to śmieci". Była to odpowiedź do wpisu innego polityka Grzegorza Furgo - zaznaczył polityk.

W czwartek liderzy czterech grup politycznych europarlamentu - Manfred Weber (EPL), Gianni Pittella (S&D), Guy Verhofstadt (ALDE) i Philippe Lamberts (Zieloni) - napisali list do szefa PE Tajaniego, domagając się odwołania Czarneckiego (PiS) w związku z jego wypowiedzią o Róży Thun (PO).

"W informacji opublikowanej na blogu 4 stycznia 2018 r. wiceszef Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki posunął się daleko, porównując naszą koleżankę Różę Thun do szmalcownika" - piszą w liście, który opublikował Verhofstadt. Wskazują, że Czarnecki w tej sprawie "odmówił przeprosin" w wywiadzie radiowym udzielonym 5 stycznia.

Liderzy grup PE słowa Czarneckiego nazwali "niedopuszczalnymi i poniżającymi", "przekraczającymi granice dyskursu politycznego, na poziomie osobistym i instytucjonalnym". "Zajadłe ataki, mające zdyskredytować szanowanych europosłów, którzy bronią europejskich wartości, stały się codziennością" - napisali w liście.

Autorzy listu chcą, żeby szef PE zastosował wobec Czarneckiego "sankcje zgodnie z zasadami praworządności PE". "Trudno sobie wyobrazić, że z takim stanowiskiem i postawą wobec kolegów Czarnecki nadal reprezentuje, jako wiceprzewodniczący, Parlament Europejski i Pana" - napisali, zwracając się do szefa PE. W liście wskazano na art. 21 regulaminu PE, który mówi o możliwości odwołania europosła z zajmowanej funkcji w Parlamencie, w przypadku gdy dopuścił się on poważnego uchybienia.

Czarnecki udzielił wywiadu portalowi niezalezna.pl 3 stycznia. "Pani von Thun und Hohenstein wystąpiła w roli donosicielki na własny kraj. (...) Podczas II wojny światowej mieliśmy szmalcowników, a dzisiaj mamy Różę von Thun und Hohenstein i niestety wpisuje się ona w pewną tradycję. Miejmy nadzieję, że wyborcy to zapamiętają i przy okazji wyborów wystawią jej rachunek" - powiedział w nim. Wypowiedź ta potem została opublikowana na jego blogu.