W czwartek liderzy czterech grup politycznych europarlamentu - Manfred Weber (EPL), Gianni Pittella (S&D), Guy Verhofstadt (ALDE) i Philippe Lamberts (Zieloni) - napisali list do szefa PE Antonio Tajaniego, domagając się odwołania wiceszefa PE Ryszarda Czarneckiego (PiS) w związku z jego wypowiedzią o Róży Thun (PO).

Czarnecki 3 stycznia udzielił wywiadu portalowi niezalezna.pl. "Pani von Thun und Hohenstein wystąpiła w roli donosicielki na własny kraj. (...) Podczas II wojny światowej mieliśmy szmalcowników, a dzisiaj mamy Różę von Thun und Hohenstein i niestety wpisuje się ona w pewną tradycję. Miejmy nadzieję, że wyborcy to zapamiętają i przy okazji wyborów wystawią jej rachunek" - powiedział europoseł PiS. Wypowiedź ta potem została opublikowana na jego blogu.

"Sprawa jest o tyle skandaliczna, że pokazuje podwójne standardy w Parlamencie Europejskim, czyli pobłażanie dla tych, którzy są w mainstreamie (...) i którzy przekraczają wielokrotnie granice nie tylko przyzwoitości, zabierając głos i wypowiadając często bardzo ostre poglądy, obrażając również innych, ale też uchybiają prawu europejskiemu" - powiedział Sasin w poniedziałek Polskim Radiu 24.

Reklama

Jako przykład podał szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska, który - jak podkreślił Sasin - "ma obowiązek nie mieszania się do krajowej polityki, zachowania bezstronności w stosunku do wszystkich krajów UE", a jednak - w jego ocenie - "często, w bardzo wyraźny sposób przekracza te zasady". "(Tusk) pokazuje, że nie jest bezstronny, że wychodzi ze swojej funkcji i włos mu z głowy nie spada" - podkreślił Sasin.

Szef Komitetu Stałego Rady Ministrów przyznał, że Czarnecki zareagował ostro, ale - jak zaznaczył - "ostrej reakcji wymagała ta sytuacja". W jego ocenie, Róża Thun "rzucała kalumnie na nasz kraj, gdzie mówiła nieprawdziwe rzeczy o tym, jakoby Polska stała się dzisiaj krajem niedemokratycznym, który odstaje od tych standardów do których przywykliśmy, że w Europie są, obrażała Polskę i Polaków".

"Trzeba było na to rzeczywiście ostro zareagować, a myślę, że szczególnie ostro na to reagować powinni polscy eurodeputowani. Ryszard Czarnecki jako wiceprzewodniczący PE z Polski był szczególnie powołany do tego, żeby dać wyraz oburzeniu nas wszystkich, na to, co Róża Thun zrobiła" - podkreślił Sasin.

"Zamiast dyskutować o tym, że to Róża Thun przekroczyła wszelkie zasady, które eurodeputowana powinna przestrzegać, to jest atak na Ryszarda Czarneckiego" - ocenił.

Szef europarlamentu Antonio Tajani - jak poinformowała PAP rzeczniczka PE Marjory Van Den Broeke - będzie rozmawiał w czwartek w Strasburgu z liderami grup politycznych PE na temat ich listu ws. wypowiedzi wiceszefa PE Ryszarda Czarneckiego o posłance Róży Thun.

Liderzy grup PE słowa Czarneckiego nazwali "niedopuszczalnymi i poniżającymi", "przekraczającymi granice dyskursu politycznego, na poziomie osobistym i instytucjonalnym". "Zajadłe ataki, mające zdyskredytować szanowanych europosłów, którzy bronią europejskich wartości, stały się codziennością, w szczególności po przyjęciu w listopadzie ub.r. rezolucji na sesji plenarnej na temat sytuacji w Polsce, gdy portrety sześciu europosłów PO zawisły w Katowicach (na szubienicach); ten atak po raz kolejny przekroczył granicę" - napisali w liście.

Autorzy listu chcą, żeby szef PE zastosował wobec Czarneckiego "sankcje zgodnie z zasadami praworządności PE". Wskazują na art. 21 regulaminu PE, który mówi o możliwości odwołania europosła z zajmowanego stanowiska. "Trudno sobie wyobrazić, że z takim stanowiskiem i postawą wobec kolegów Czarnecki nadal reprezentuje, jako wiceprzewodniczący, Parlament Europejski i Pana" - napisali, zwracając się do szefa PE.

W sobotę Thun zapowiedziała, że złoży pozew przeciwko Czarneckiemu.