Jednak nie będzie centralnego rejestru stron zakazanych

internet, hakerzy, bezpieczeństwo
Jak twierdzi organizacja, decyzja resortu to wyraźny sygnał, że w temacie wolności Internetu presja społeczna może być skuteczna.ShutterStock
25 lipca 2018

Ministerstwo Cyfryzacji podjęło decyzję o wycofaniu się z pomysłu tworzenia centralnego rejestru stron zakazanych.

Wiele wskazywało na to, że Resort finansów, Komisja Nadzoru Finansowego, Główny Inspektor Sanitarny i Ministerstwo Infrastruktury będą niebawem zarządzać blokowanie niezgodnych z prawem stron internetowych. W zaciszu gabinetów zapadać miały decyzje o niedostępności stron i wpisywaniu ich do „centralnego rejestru”. A potem urzędnicy mieli sprawdzi, czy mimo to nie dostaliśmy się na zakazaną stronę.

Zablokowanie dostępu do treści miało być arbitralną decyzją urzędnika, która dopiero po kilku miesiącach będzie mogła trafić na biurko sędziego. Zmiany miały zostać wprowadzone do prowadzonego przez Ministerstwo Infrastruktury projektu ustawy tzw. lex Uber.

Ministerstwo wycofało się z cenzury m.in. po tym jak informowaliśmy na naszych łamach o potencjalnej szkodliwości rejestru. Więcej w tekście "Rządowy projekt blokowania stron umożliwi inwigilację użytkowników"

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: gazetaprawna.pl

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.