Do wyborów zostało zbyt mało czasu. Ludzie nie zdążą odczuć poprawy sytuacji gospodarczej. Włoska gospodarka po kilku latach stagnacji wreszcie zaczęła przyspieszać. Ale jeśli Włosi nie zaczną na własnej skórze odczuwać poprawy sytuacji, rządząca Partia Demokratyczna nie zachowa władzy po wiosennych wyborach.
Według wstępnych danych za III kwartał, które w zeszłym tygodniu podał urząd statystyczny Istat, gospodarka urosła 0,5 proc. w stosunku do poprzednich trzech miesięcy i o 1,8 proc. w ujęciu rok do roku. To więcej niż spodziewali się analitycy, a zarazem najlepszy wynik od II kwartału 2011 r. I nie jest to jednorazowy skok, lecz wygląda na początek trendu – wzrost PKB w II kwartale wyniósł 1,5 proc. w stosunku rocznym i też był lepszy niż konsensus rynkowy, zaś prognoza wzrostu PKB za cały 2017 r., która we wrześniu została podniesiona przez rząd z 1,1 do 1,5 proc., też już wymaga korekty w górę. Agencja Standard & Poor’s napisała nawet ostatnio w kontekście włoskiej gospodarki o widocznym światełku w tunelu.
Te optymistyczne dane gospodarcze nie mają jednak odzwierciedlenia w sondażach przed wyborami parlamentarnymi zaplanowanymi na wiosnę przyszłego roku (najpóźniej muszą się odbyć w maju, najbardziej prawdopodobny jest marzec). Rządząca od 2013 r. centrolewicowa Partia Demokratyczna od miesiąca znów przegrywa z populistycznym Ruchem Pięciu Gwiazd, który w pewnym momencie wyraźnie znajdował się w odwrocie. Na dodatek jeśli trzy ugrupowania centroprawicy – partia Silvio Berlusconiego Forza Italia, Liga Północna oraz Bracia Włosi – Sojusz Narodowy – zawrą porozumienie, to taka koalicja może liczyć na zwycięstwo. Słabnącą pozycję Partii Demokratycznej potwierdziły wybory na Sycylii na początku listopada – jedyne regionalne wybory w kraju w tym roku. Wygrała koalicja centroprawicy, przed Ruchem Pięciu Gwiazd, PD zaś z dużą stratą zajęła trzecie miejsce.
Reklama
– Włoska gospodarka wychodzi ze stagnacji, ale w większym stopniu jest to efektem poprawy koniunktury w całej Europie niż działań rządu, choć ten próbował przeprowadzić reformy rynku pracy. W ten sposób jest to też postrzegane przez wyborców – mówi dr Nicola Chelotti, włoski politolog z Loughborough University London, zapytany przez nas o powody tego rozdźwięku między poprawiającą się sytuacją gospodarczą a notowaniami rządzącego ugrupowania. – Włosi tego ożywienia jeszcze nie odczuli – rośnie PKB, ale bezrobocie nadal utrzymuje się na tym samym poziomie. Problemem jest zwłaszcza jego wysoka stopa wśród młodzieży. Czyli osób, które najbardziej są skłonne popierać partię protestu, jakim jest Ruch Pięciu Gwiazd – dodaje.
Przyspieszający wzrost gospodarczy może dawać błędne wrażenie, że Włochy już mają kryzys za sobą. Tak nie jest – według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego włoski PKB liczony w cenach stałych był w zeszłym roku o 7 proc. niższy niż w 2007 r., czyli ostatnim przed wybuchem globalnego kryzysu. To skutek przede wszystkim dwóch recesji – z lat 2008–2009, gdy włoska gospodarka kurczyła się przez siedem kolejnych kwartałów, oraz tej z okresu 2011–2013, gdy trwała ona aż dziewięć kwartałów. Do stanu z 2007 r. PKB wróci najwcześniej w roku 2023. Oprócz wspomnianego bezrobocia, które na poziomie jednocyfrowym po raz ostatni było na początku 2012 r. (dziś wynosi 11,1 proc.), najpoważniejszym problemem włoskiej gospodarki jest dług publiczny, który na koniec zeszłego roku wynosił 133 proc. PKB. A to oznacza, że spośród państw Unii Europejskiej wyższy miała tylko Grecja. Wprawdzie w tym roku poziom długu nieco spadnie, ale i tak są to alarmujące wartości.
– Wątpliwe, by do czasu wyborów Włosi odczuli poprawę swojej sytuacji na tyle mocno, by przełożyło się to na wzrost poparcia dla partii rządzącej – mówi Nicola Chelotti. I tłumaczy, że nawet jeśliby tak się stało, nie rozwiązuje to wszystkich kłopotów Partii Demokratycznej. Osłabia ją to, że nastąpił w niej rozłam, w wyniku którego oderwała się mała, bardziej lewicowa frakcja, a także pewne tarcia między premierem Paolo Gentilonim i liderem ugrupowania Matteo Renzim.
To, że lider partii rządzącej nie jest premierem, nie ułatwia sprawy. Renzi sam stał na czele rządu przez prawie trzy lata, ale ustąpił w grudniu zeszłego roku po przegranym referendum konstytucyjnym. Na swoje miejsce desygnował Gentiloniego, ówczesnego szefa dyplomacji, licząc, że będzie mu podporządkowany. Ten jednak z czasem zaczął mieć własne ambicje. Ale Partię Demokratyczną do wyborów poprowadzi Renzi i to on będzie kandydatem na premiera. Trudno się spodziewać, żeby ten jego potencjalny powrót szczególnie ekscytował Włochów. Najmłodszy premier w historii zapowiadał gruntowne reformy w kraju i uzdrowienie włoskiej polityki, lecz ostatecznie niewiele z tego wynikło.
– To, że Partia Demokratyczna nie bardzo ma pomysł na gospodarkę, nie znaczy jeszcze, że mają go pozostałe ugrupowania – zwraca uwagę Chelotti. Jeśli pierwsze miejsce w wyborach zajmie Ruch Pięciu Gwiazd, misję utworzenia nowego rządu otrzyma jego lider, 31-letni Luigi Di Maio, choć wątpliwe, by się ona powiodła, bo populistom trudno będzie znaleźć koalicjanta, nie mówiąc już o tym, że przejęcie władzy przez ugrupowanie, które do niedawna zapowiadało wyprowadzenie kraju ze strefy euro, spowodowałoby panikę na rynkach finansowych. O przywództwo centroprawicy rywalizują Berlusconi i lider Ligi Północnej Matteo Salvini, ale ani jeden, ani drugi nie jest postrzegany jako ktoś, kto mógłby reformować włoską gospodarkę.
Partię do wyborów poprowadzi Renzi, on tez byłby nowym szefem rządu.