W ostatnich 20 latach próbę podjęcia resetu z Rosją podejmował każdy prezydent USA. Wcześniej czy później każdy też orientował się, że nastąpił na te same grabie, co poprzednicy. Dotyczy to również Donalda Trumpa - niezależnie od tego, jak wiele niejasnych powiązań łączy jego otoczenie z Kremlem.
Gdy w 2000 r. do władzy w Rosji dochodził Władimir Putin, gospodarzem Białego Domu był Bill Clinton. – Ty masz demokrację w sercu. Nie jestem pewien, czy to samo można powiedzieć o Putinie – powiedział Borysowi Jelcynowi, z którym łączyły go świetne relacje. Cóż za różnica w porównaniu z George’em W. Bushem, który po pierwszym spotkaniu z Putinem komplementował jego „oczy godne zaufania”. Fakt, że i Putin wówczas jeszcze chciał zbliżenia z Zachodem, czego przykładem było wsparcie USA po 11 września 2001 r. Sielanka szybko się skończyła, bo Kreml uznał przyjęcie państw bałtyckich do NATO i parcie Busha do zaproszenia do akcesji Gruzji i Ukrainy za dowód wrogości.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.