Kilka miesięcy temu podczas rozmowy o nowej płycie „Seven” Lisa Stansfield zdradziła „Kulturze”, że jeszcze nie wie, czy przyjedzie do Polski, ale na pewno postara się, jeśli tylko nie będzie śniegu. Oby do najbliższego poniedziałku nie zrobiło się biało, bo tego dnia Brytyjka ma wystąpić na warszawskim Torwarze. To będzie dopiero jej druga wizyta nad Wisłą.
Artystka zaprezentuje przede wszystkim materiał z „Seven”, która ukazała się po długiej, dziesięcioletniej przerwie. Na pytanie, dlaczego tak długo czekaliśmy na nowy krążek, Lisa odpowiedziała: „Przerwa wynikła przede wszystkim z powodów osobistych. Ostatnie lata spędziłam w Irlandii, gdzie czułam się doskonale i żyłam niemal jak farmerka. Zatęskniłam jednak za studiem, sceną, sprzedałam dom i przeniosłam się w okolice Londynu. Poza tym, szczerze mówiąc, kilka lat temu miałam wrażenie, że nie do końca pasuję do tego, co dzieje się na muzycznym rynku. Od jakiegoś czasu on się jednak zmienia na dobre, promuje takich artystów, jak chociażby Adele, więc postanowiłam wrócić”.
Dobrze się stało, bo na „Seven” Lisa pokazała, że mimo niemal 50 lat potrafi uwodzić równie mocno namiętnymi balladami, co parkietowym feelingiem. Na tym krążku pracowali z nią Jerry Hey, uznany muzyk sesyjny i aranżer, który się udzielał chociażby przy „Thrillerze” Michaela Jacksona, oraz perkusista John Robinson, który zagrał na płytach Daft Punk, Erica Claptona i Pointer Sisters.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.