Autopromocja

Bogusław Linda będzie bohaterem na festiwalu Dwa Brzegi

Boguslaw Linda w filmie "Pitbull. Nowe porządki" (2016)
Boguslaw Linda w filmie "Pitbull. Nowe porządki" (2016)Media
25 lipca 2016

PORTRETY | Był stającym po stronie prawości nadwrażliwcem w kinie moralnego niepokoju. Nosił maskę brutalnego cynika w filmach Pasikowskiego. Bogusław Linda będzie bohaterem aktorskiej retrospektywy na festiwalu Dwa Brzegi

Był koniec lutego 2014 roku, w warszawskim Teatrze Ateneum odbywała się premiera „Tramwaju zwanego pożądaniem” Tennessee Williamsa. Reżyserował Bogusław Linda, wielką kreację w roli Blanche stworzyła Julia Kijowska, jako Stanley Kowalski partnerował jej Tomasz Schuchardt. Oglądałem świetne przedstawienie Lindy i czasami zastanawiałem się, jak on sam – lata wcześniej – poprowadziłby postać brutalnego Polaka. Kilka tygodni później miałem okazję rozmawiać z Lindą i Schuchardtem. Nie było łatwo, bo reżyser rzadko decydował się na odpowiedzi dłuższe niż jedno zdanie, a jego aktor szedł tą samą drogą. Obserwowałem wówczas, jak Schuchardt patrzy na Lindę, jak podświadomie kopiuje jego gesty oraz ledwie dostrzegalne grymasy. I przypomniałem sobie siebie samego sprzed lat, gdy role Bogusława Lindy w „Przypadku”, „Matce Królów”, „Magnacie” zbudowały moją, nastoletnią wówczas, filmową świadomość. Doszła do tego jeszcze bezbrzeżna fascynacja. Nie ja jeden, ale jeszcze wielu, marzyliśmy wówczas, by śmiać się jak Linda, mówić jak Linda, nosić się jak Linda. W końcówce lat 80., gdy władza niemalże w jednej chwili uwolniła z półek filmy Kieślowskiego, Zaorskiego, jeszcze „Wolnego strzelca” Saniewskiego oraz „Kobietę samotną” Agnieszki Holland, zachłysnęliśmy się Lindą, wcześniej niczego o nim nie wiedząc.

Był to dla niego wyjątkowy czas. Nie dość, że filmy, w których grał zwykle główne role, uderzyły falą, to przypominaliśmy sobie choćby dzieła Andrzeja Wajdy z jego udziałem. W „Człowieku z żelaza” miał przejmujący epizod złamanego przez system Dzidka, z początku przy ciepłej wódce bratającego się z Winkelem Mariana Opani, a potem go zdradzającego. W „Dantonie” wśród tłumu znakomitych wykonawców dostrzegaliśmy właśnie jego jako rozgorączkowanego Saint-Justa. Wiadomo było od razu, że Bogusław Linda nie da się zamknąć w żadnej ciasnej szufladzie, że siłą swej osobowości będzie rozsadzał konwencje i przyzwyczajenia.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.