"Imperium " Tadeusza Słobodzianka: Sezon zerowy

Tadeusz Słobodzianek
Tadeusz SłobodzianekNewspix / JACEK HEROK
12 sierpnia 2013

„Absolwent” w Teatrze Dramatycznym ma wszelkie szanse stać się tak wyczekiwanym na tej scenie hitem. A jednocześnie skupia w sobie wszystkie problemy, z jakimi boryka się dziś „imperium” Tadeusza Słobodzianka.

Tytuł wymarzony, no bo kto nie pamięta słynnego filmu Mike’a Nicholsa, chociaż od jego premiery minęło już 46 lat? A jeśli obraz zamazał się w pamięci, łatwo zanucić nieśmiertelny przebój Simona i Gartfunkela o pani Robinson i z pieśnią na ustach przybiec do Dramatycznego. „Absolwent” to strzał pewny, o czym przekonałem się w lipcowy wieczór, trzy tygodnie po premierze. Cały parter wypełniony, balkony mniej więcej do połowy – lekko licząc, ze czterystu widzów, co świadczy o zapotrzebowaniu na taką rozrywkę. Spektakl Jakuba Krofty jest bowiem niczym więcej niż rozrywką i wcale nie powinien się tego wstydzić. Inna rzecz, iż nieźle by było, gdyby lekkie przedstawienie zaprawić mocniej nutą goryczy, aby pod w miarę potoczystą opowieścią kryło się jeszcze głębsze znaczenie. Tymczasem „Absolwent” Krofty zatrzymuje się w pół drogi. Nie jest ani tak dobry, jak utrzymują jego nielicznie ujawniający się wśród krytyków apologeci, ani tak zły, jak chcą jego znacznie głośniejsi przeciwnicy.

Pozostało 87% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.