Nigdy nie czułem się pisarzem i zawsze zwracałem większą uwagę na obraz niż na słowo – mówi Felix Van Groeningen, reżyser filmu „W kręgu miłości”.
Fabuła „W kręgu miłości” nie podlega porządkowi chronologicznemu, a rytm narracji pozostaje wyznaczany przez zmieniający się nastrój bohaterów. Dlaczego zdecydowałeś się opowiedzieć swoją historię w taki sposób?
Eksperymenty ze strukturą fabuły i planami czasowymi towarzyszą właściwie każdemu z moich filmów. W przypadku „W kręgu…” uznałem, że poszatkowanie chronologii przykuje uwagę widza od pierwszych minut projekcji. Przede wszystkim jednak będzie stanowić wobec niego akt uczciwości, ponieważ od razu da pojęcie o kierunku, w jakim rozwijać się będzie cała historia.
Czy zgodzisz się, że „W kręgu…” bardzo różni się od twojego poprzedniego filmu „Boso, ale na rowerze”?
Z całą pewnością. Gdy pracowałem nad tamtym projektem, zależało mi na tym, by jak najbardziej zbliżyć się do rzeczywistości i nadać opowieści posmak autentyzmu. Właśnie dlatego w wielu scenach wykorzystałem techniki charakterystyczne dla filmu dokumentalnego, nie wahałem się chociażby przed użyciem kamery z ręki. W przypadku „W kręgu…” takie zabiegi w ogóle nie wydały mi się jednak potrzebne, bo w tym filmie liczy się przede wiarygodność emocjonalna.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.