Dziennikarze pytają, dlaczego tak łatwo rozbieram się na planie albo gram skrajne postacie. A przecież to jest właśnie aktorstwo – mówi Rooney Mara, która wystąpiła w „Panaceum” Stevena Soderbergha.
„Panaceum” Stevena Soderbergha to pani pierwsza rola od głośnej „Dziewczyny z tatuażem” Davida Finchera. Potrzebowała pani przerwy?
Trochę mnie to wszystko przerosło. Zawsze podchodziłam do aktorstwa z dystansem i chłodno. Nie interesowali mnie fotografowie, konferencje prasowe, błysk fleszy. A Oscary? Kiedy przyszła do mnie informacja o nominacji, nie wiedziałam, co z sobą zrobić. Na szczęście tego samego dnia zadzwonił Soderbergh z propozycją roli. Ucieszyłam się.Wiadomo już było, że chce „Panaceum” pożegnać się z kinem. Jako fanka jego wcześniejszych filmów, nie mogłam stracić takiej okazji.
Od razu postanowiła pani wrócić do pracy?
Nie miałam dużo czasu na decyzję. Steven powiedział: „Zadzwoń jutro rano”. W kilka godzin musiałam uczciwie spojrzeć w lustro i ocenić, czy jestem w stanie pójść tak mroczną drogą. Ta rola zmusza przecież do konfrontacji z chorobą psychiczną, bólem, manią. Ale ja nie boję się ryzykować. Dziennikarze pytają, dlaczego tak łatwo rozbieram się na planie albo sięgam po różne, skrajne postacie. A przecież to jest właśnie aktorstwo.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.