Mój pierwszy, i do czasów „Klątwy” w Teatrze Powszechnym niepobity rekord internetowej popularności, zawdzięczam współdziałaniu prezydenta Warszawy Lecha Kaczyńskiego i organizatorów Parady Równości. Kiedy zakazał on w 2005 r. parady, tysiące warszawiaków dołączyły do pochodu, który przekształcił się z branżowego w narodowy – w obronie wolności zgromadzeń.
Tekst „Lech Kaczyński wzmocnił ruch gejowski w Polsce” hulał w sieci aż furczało. Ku mojemu zdumieniu, bo napisałem najbardziej oczywistą rzecz na świecie. Homoseksualiści podczas tamtej parady stanowili symbol walki o demokrację w III RP i zyskali ogromne wsparcie.
Takim symbolem chcą teraz stać się Władysław Frasyniuk oraz Lech Wałęsa, którzy apelują, by wraz z nimi 10 lipca, w kolejną miesięcznicę smoleńską, przyjść na Krakowskie Przedmieście, by bronić „prawa do wolnej, demokratycznej i nowoczesnej ojczyzny na miarę XXI w.”. Czy jednak naprawdę są dziedzicami sporu, który zaczął się w 2005 r.? Czy dzisiejszy PiS to ten sam PiS, który zakazał parady, natomiast Obywatele RP to dzisiejsi „wszyscy jesteśmy gejami i demokratami”?