Minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak i wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński muszą odpowiedzieć politycznie i prawnie za sprawę śmierci Igora Stachowiaka - powiedział w czwartek w rozmowie z dziennikarzami lider PO Grzegorz Schetyna.

W trakcie porannych czwartkowych głosowań poseł Nowoczesnej Adam Szłapka złożył wniosek o przerwę, by - jak mówił - w świetle ostatnich doniesień, dać premier Beacie Szydło szansę na zdymisjonowanie Błaszczaka i Zielińskiego.

W odpowiedzi na jego wystąpienie prezes PiS Jarosław Kaczyński złożył wniosek przeciwny. "Za czasów rządów w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych pana posła, pana przewodniczącego Schetyny zginęło 5 osób, czyli 5 razy powinien podać się do dymisji, a poza tym przypomnijcie sobie Smoleńsk i kto się podał do dymisji za Smoleńsk" - powiedział prezes PiS.

Reklama

Pytany o tę wypowiedź Kaczyńskiego lider PO Grzegorz Schetyna - który był wicepremierem i ministrem spraw wewnętrznych i administracji w l. 2007-2009 - powiedział w czwartek dziennikarzom, że porównywanie kwestii śmierci Igora Stachowiaka do katastrofy smoleńskiej to "aberracja, niezrozumienie sytuacji, ale także strach przed wyjaśnieniem tej kwestii".

"Często jest tak, że przy Ministerstwie Spraw Wewnętrznych czy policji dzieją się rzeczy także złe, ale zawsze wszystko musi być wyjaśniane" - powiedział szef PO.

Reklama

"Tutaj mieliśmy przez rok tuszowanie sprawy mimo tego, a może dlatego, że znany był ten drastyczny film i za to są odpowiedzialni komendanci miejscy, wojewódzcy i główni, i ministrowie Błaszczak i Zieliński, i za to muszą odpowiedzieć politycznie i prawnie" - dodał Schetyna.

Igor Stachowiak w połowie maja ubiegłego roku został zatrzymany na wrocławskim rynku. Według funkcjonariuszy, mężczyzna był agresywny i dlatego musieli użyć paralizatora. Po przewiezieniu na komisariat stracił przytomność i pomimo reanimacji zmarł. Sprawa wróciła po wyemitowaniu reportażu w TVN24, gdzie m.in. pokazano zapis z kamery paralizatora, którego kilkakrotnie użyto wobec mężczyzny.

"Fakty" TVN podały w środę, że 18 maja 2016, trzy dni po śmierci mężczyzny, na polecenie Komendanta Głównego Policji policyjne biuro kontroli zwróciło się do prokuratora z wnioskiem o zapoznanie się z aktami i otrzymało zgodę, a dzień później dwaj funkcjonariusze potwierdzili zapoznanie się z aktami własnoręcznymi podpisami.

Cytowana w materiale rzeczniczka Prokuratury Krajowej Ewa Bialik przekazała, że 19 maja 2016 roku kontrolerzy zapoznali się z aktami sprawy, w których znajdował się zapis z paralizatora Taser X2. Dodała, że funkcjonariusze policji mieli możliwość obejrzenia i wykonania kopii materiału dowodowego przekazanego im w całości.