Reklama

Utrzymując wyrok, sąd odwoławczy oddalił tym samym apelację obrońcy. Orzeczenie jest prawomocne.

5 lat więzienia, które w I instancji orzekł Sąd Okręgowy w Olsztynie, to kara łączna nie tylko za oszustwa internetowe, lecz także za inne przestępstwa, np. usiłowanie wręczenia 40 tys. zł łapówki policjantom, podrobienie świadectwa licealnego czy szantaż ujawnieniem kompromitujących nagrań.

Skazany ma też naprawić szkodę, czyli oddać pieniądze 1264 osobom, które takie wnioski w postępowaniu złożyły. To w sumie ok. 300 tys. zł.

Mężczyzna prowadził przez blisko dwa lata sklep internetowy; zamówienia przyjmował przez komunikator lub pocztę elektroniczną. Jak wynikało z aktu oskarżenia, używał przy tym oprogramowania, które uniemożliwiało jego późniejszą identyfikację, a jako oferenta podawał dane fikcyjnych osób.

Kiedy reklamacji było coraz więcej, a do tego dane osób, na które były dokonywane wpłaty, nie zgadzały się z danymi użytkownika kont w bankach, same banki nabrały podejrzeń, że dochodzi do wyłudzeń. Zaczęły konta blokować i zawiadomiły prokuraturę. Również część osób oszukanych złożyła zawiadomienia. W całym kraju toczyły się postępowania, oskarżony był poszukiwany listami gończymi.

Za samo oszustwo sąd I instancji skazał go na 4 lata i 10 miesięcy oraz wysoką grzywnę.

Apelację złożył obrońca. Chciał uchylenia wyroku i zwrotu sprawy do ponownego rozpoznania lub kary łagodniejszej. Sąd apelacyjny przesłanek do zmiany wyroku nie znalazł. Jak uzasadniał, sprawa była obszerna, ale nietrudna do oceny.

W ocenie sądu apelacyjnego, nie było podstaw do kary łagodniejszej. Przypominał w uzasadnieniu, że oprócz oszustwa internetowego mężczyzna miał też na koncie szereg innych przestępstw. Liczbę osób pokrzywdzonych (1,3 tys.) określił jako "niebotyczną". Zwracał uwagę na okoliczności popełnienia przestępstw (m.in. na fakt, iż z osób, które domagały się zwrotu pieniędzy oskarżony szydził, wyzywał je i groził), wysoką demoralizację sprawcy i jego poczucie bezkarności. (PAP)