Dworczyk podtrzymał jednocześnie poniedziałkowe stanowisko MON, że jeśli zawiadomienie zawiera nieprawdę Ministerstwo podejmie stosowne działania.

Kilka dni temu pięcioro posłów PO odwiedziło MON, gdzie przeglądało dokumenty związane z postępowaniem na śmigłowce, w którym poprzedni rząd wskazał maszyny H225M Caracal produkcji Airbus Helicopters; do realizacji umowy nie doszło. Po wizycie politycy PO poinformowali, że do akt związanych z postępowaniem mieli dostęp: dr Wacław Berczyński, Kazimierz Nowaczyk i Bartłomiej Misiewicz - osoby, które nie zostały zweryfikowane przez polskie służby specjalne i nie miały certyfikatów bezpieczeństwa.

Politycy PO uznali, że w ten sposób w resorcie doszło do przekroczenia uprawnień przez szefa MON Antoniego Macierewicza i ujawnienia

Reklama

informacji niejawnych osobom nieuprawnionym. W poniedziałek w tej sprawie pismo do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, dając jednocześnie prokuraturze 48 godzin, aby z urzędu zajęła się ta kwestią. W poniedziałek MON zapowiedział, że jeśli PO zawiadomi prokuraturę ws. rzekomego przekroczenia uprawnień przez szefa MON, resort złoży wniosek o ściganie posłów PO za złożenie fałszywego zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa.

W środę czterej posłowie PO: Cezary Tomczyk, Mariusz Witczak, Marcin Kierwiński i Cezary Grabarczyk poinformowali, że postanowili jednak złożyć zawiadomienie do prokuratury. "Mimo gróźb ze strony MON, zdecydowaliśmy się, w imię odpowiedzialności za to, co robimy jako posłowie, skierować zawiadomienie do prokuratury związane z przetargiem na śmigłowce wielozadaniowe" - powiedział Kierwiński.

Reklama

Ocenił, że w sprawie przetargu na śmigłowce mamy do czynienia z mataczeniem, wielokrotnymi kłamstwami. "Tą sprawą, rolą Macierewicza i rolą pana Berczyńskiego powinna zająć się prokuratura" - zaznaczył poseł Platformy. "Ta sprawa musi zostać zbadana dokładnie przez polskie instytucje państwowe, bo prawdopodobnie mamy do czynienia z największą aferą polskiego wojska, nazywaną już teraz +aferą Macierewicza+" - dodał Kierwiński.

Mariusz Witczak poinformował, że zawiadomienie dotyczy możliwości złamania kilku przepisów Kodeksu karnego, m.in. art. 305 par. 2, art. 231 par. 1, art. 265 par. 1. Chodzi m.in. o przekroczenie uprawnień przez funkcjonariuszy publicznych i ujawnienie informacji niejawnych osobom nieuprawnionym.

"Dzisiaj chcemy postawić bardzo jasną i bardzo mocną polityczna hipotezę, którą - mamy nadzieję - będzie wyjaśniała prokuratura, że na zdrowym organizmie przetargu, który był organizowany przez poprzednie rządy, wyrósł rak w Ministerstwie Obrony Narodowej - rak, który doprowadził do stworzenia niezależnego stanowiska w MON, w którym wykańczano Caracale" - powiedział Cezary Tomczyk.

Według niego, jest to sprawa bez precedensu. Tomczyk zarzucił też resortowi obrony "pięć kłamstw". "Kłamstwo nr 1 - minister Macierewicz kłamał, że pan Berczyński nie miał dostępu do dokumentów przetargowych. Słowa wiceministra Dworczyka oraz dokumenty, z którymi mogliśmy się zapoznać temu przeczą. Kłamstwo nr 2 - MON kłamie w sprawie nieuczestniczenia pana Berczyńskiego w negocjacjach z Francuzami. Pan Wacław Berczyński towarzyszył ministrowi obrony narodowej w trakcie wizyty we Francji i rozmowach z francuskim ministrem obrony na temat Caracali" - mówił Tomczyk.

Według niego, MON kłamie ponadto twierdząc, że nie uczestniczyło w rozmowach offsetowych z Airbus Helicopters. "W skład komisji offsetowej wchodzi wiceminister obrony narodowej, pan Kownacki wraz z grupą delegowanych oficerów i to on współuczestniczył w podjęciu decyzji o zakończeniu i odstąpieniu od przetargu na Caracale" - mówił poseł PO.

Jego zdaniem, szef resortu obrony kłamie ponadto mówiąc, że Berczyński nie był jego pełnomocnikiem i że to nie on "wykończył" Caracale.

Politycy PO wezwali w środę do dymisji szefa MON Antoniego Macierewicza; pytali też gdzie w całej sprawie są premier Beata Szydło i prezydent Andrzej Duda. "Cieszę się, że pan prezydent Duda jest w stanie zmienić rzecznika; cieszę się, że jest w stanie wysłać list do ministra obrony, ale tu potrzeba radykalnych kroków i natychmiastowej dymisji ministra obrony" - podkreślił Tomczyk.

Wiceminister obrony, który w ubiegłym tygodniu spotkał się z posłami PO w MON, Michał Dworczyk zapewnił w środę, że nie jest prawdą - jak twierdzi PO - że Macierewicz bezprawnie udostępnił klauzulowane dokumenty Berczyńskiemu.

"Jeżeli ktoś świadomie zgłasza nieprawdziwe zawiadomienie do prokuratury, łamie prawo. W tym momencie naszym obowiązkiem jest zgłoszenie takiej informacji stosownym organom. Niestety posłowie PO nie chcieli mi przekazać tego zawiadomienia (do prokuratury), my się z nim zapoznamy, jeżeli to zawiadomienie zawiera nieprawdę, (...) podejmiemy stosowne działania" - zapowiedział Dworczyk.

Na środowe wypowiedzi wiceszefa MON zareagowała w środę po południu posłanka Platformy Joanna Kluzik-Rostkowska. "Panie ministrze, odrobina cierpliwości" - zaapelowała. "Rozumiem, że pan bardzo chciałby, żebyśmy z państwem skonsultowali ten wniosek, jednak zostawcie nam państwo wolną wolę w tym, jakie treści będziemy do prokuratury składać" - powiedziała Kluzik-Rostkowska.

"Na przyszłość prosimy, żeby ministrowie tego rządu nie czyhali na posłów opozycji, tylko żeby spokojnie pracowali" - apelowała.

Ocenił też, ze "pojawiły się w Sejmie nowe obyczaje: wiceminister obrony narodowej zamiast pracować u siebie w ministerstwie, czyha na konferencje opozycji".