Niemieccy komentatorzy nie zostawiają w czwartek suchej nitki na obojgu kandydatach na prezydenta Francji zarzucając im, że przekształcili debatę telewizyjną w "zadymę" nacechowaną "bezprecedensową agresją"; zwracają uwagę na antyniemieckie akcenty u Le Pen.
Reklama

"Debata wymknęła się od pierwszych minut spod kontroli" - pisze "Die Welt". Zdaniem autora komentarza Saschy Lehnartza, Francuzi mieli okazję obejrzeć "najgorszy pojedynek telewizyjny" kandydatów na prezydenta w historii V Republiki. "Stosując zmasowany ogień osobistych przytyków, (Marine) Le Pen wciągnęła (Emmanuela) Macrona na swój (niski) poziom" - ocenił.

Dyskusja nie pomogła w podjęciu decyzji wyborcom, którzy nie wiedzą, na kogo głosować - uważa komentator.

Jego zdaniem "upadek poziomu dyskusji" był tym bardziej widoczny, że przed debatą telewizja pokazała fragmenty poprzednich pojedynków, w tym dyskusję Valery'ego Giscarda d'Estaing z Francois Mitterrandem w 1974 roku.

Lehnartz skrytykował ostro dziennikarzy prowadzących dyskusję, zarzucając im "letarg" i "kompletną bierność".

Główną odpowiedzialność ponosi jednak jego zdaniem przywódczyni skrajnej prawicy Le Pen, która rozpoczęła pojedynek jak "duży pudel nafaszerowany ketaminą". "Od razu zaatakowała frontalnie Macrona zarzucając mu, że jest kandydatem globalizacji, zwolnień z pracy, finansów, związków pracodawców, czyli - jednym słowem - bankierem inwestycyjnym o lodowatym sercu". Wymyślała mu ponadto od "sługusów (Angeli) Merkel".

Zdaniem "Spiegla" od pierwszych sekund debaty w studiu panowała atmosfera "zadymy". Kandydaci "nie dyskutowali o treściach, lecz bez ustanku się atakowali" - komentuje tygodnik. Spotkanie stało się "ordynarną wymianą ciosów", nacechowaną "demagogią, wymyślaniem sobie i obarczaniem się winą" - czytamy.

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" pisze, że dyskusję cechowała "bezprecedensowa agresja". "Faworyt (Macron) próbował stawiać pytania, jego rywalka koncentrowała się na atakach i nie uniknęła przy tym kompromitacji" - ocenia Michaela Wiegel.

Autorka zwraca uwagę na liczne antyniemieckie akcenty w wypowiedziach Le Pen, która usiłowała zdyskredytować centrystę Macrona jako polityka, który "wykonuje polecania Berlina". Wiegel przypomniała wypowiedź Le Pen, że gdy zostanie prezydentem, to "Niemcy będą cierpieć".

O "brutalnym kursie konfrontacyjnym" pisze "Sueddeutsche Zeitung". Kandydaci "poszli na całość i bez przerwy się atakowali" - uważa Leila al-Serori. "Ton był tak agresywny, jak nigdy dotąd podczas całej kampanii wyborczej" - ocenia.

Zdaniem al-Serori strategia Le Pen, by "sprowokować przeciwnika" i "skłonić go do wściekłego ataku" nie powiodła się. "Chyba sama to zauważyła, bo jej uśmiech na zakończenie dyskusji nie był przekonujący" - czytamy w "SZ".