W piątek zaczną się rozmowy na temat nowych sankcji, jakie można nałożyć na Pjongjang. Sytuacja na Półwyspie Koreańskim jest tak napięta, że Biały Dom zdecydował się na nietypowy ruch.
Do rezydencji przy Pennsylvania Avenue zjadą dziś senatorowie na specjalną sesję, w trakcie której sekretarz stanu Rex Tillerson oraz sekretarz obrony James Mattis zapoznają parlamentarzystów z obecną sytuacją. Przedstawiciele Senatu usłyszą być może coś na temat planowanych posunięć administracji w kwestii Korei Północnej.
Reklama

Reklama
Na razie Waszyngton stosuje miks intensywnej dyplomacji i pokazu wojskowej siły. Wczoraj w Tokio spotkali się specjalni wysłannicy ds. Korei Północnej z USA, Chin i Korei Południowej. W piątek amerykański sekretarz stanu będzie przewodniczył sesji szefów dyplomacji państw wchodzących w skład Rady Bezpieczeństwa ONZ. Rozmowy mają dotyczyć nowych sankcji, jakie mogłyby zostać nałożone na Pjongjang, o ile Kim Dzong Un nie zakończy programu atomowego.
W ubiegłym roku Rada Bezpieczeństwa przyjęła dwie rezolucje, które zakazały importu z Korei Północnej surowców – węgla, złota, miedzi, cynku, wanadu i metali ziem rzadkich – aby odciąć reżim od dopływu dewiz, za które Północ może się na światowym rynku zaopatrywać w żywność czy broń.
Tajemnicą poliszynela jest, że handel zagraniczny Pjongjangu odbywa się za pomocą sieci spółek zarejestrowanych w rajach podatkowych, w czym Północy pomaga chiński biznes. Rex Tillerson pewnie będzie chciał przytoczyć ten fakt podczas piątkowego spotkania i wymusić na Chinach zakończenie tej praktyki, aby odciąć reżim Kim Dzong Una od światowych rynków. Na razie Chiny – zgodnie z rezolucją – przestały sprowadzać z Korei Północnej węgiel koksowniczy.
Jednocześnie USA prowadzą pokaz siły militarnej. W pobliże półwyspu żegluje grupa bojowa z lotniskowcem „Carl Vinson” na czele, a wczoraj do południowokoreańskiego portu Busan zawinął okręt podwodny „Michigan” wyposażony w wyrzutnie rakiet Tomahawk oraz grupę żołnierzy sił specjalnych na pokładzie.
Pjongjang jak na razie nie spuszcza z tonu. Wczoraj urządził ćwiczenia konwencjonalnej artylerii, a wcześniej podjął nieudaną próbę rakietową. Informację o płynącym w kierunku półwyspu lotniskowcu lokalne media zbyły zapewnieniem, że siły zbrojne kraju zatopią okręt „jednym uderzeniem”. Dyplomaci sąsiednich krajów obawiają się, że Kim Dzong Un szykuje szósty już test broni atomowej.
Dotychczas Pjongjang prowadził z Waszyngtonem (i resztą świata) grę. Po sformułowanych groźbach strony siadały do stołu negocjacyjnego i – w zamian za jakieś ustępstwa – Koreańczycy deklarowali, że zaprzestaną prac nad programem atomowym. Przedstawiciele obecnej administracji deklarują, że „strategiczna cierpliwość” już się wyczerpała.
Wojna byłaby jednak bardzo kosztowna. Pjongjang nie musi angażować swojego atomowego arsenału, aby wyrządzić olbrzymie szkody na Południu. Seul leży ok. 40 km od granicy. Miasto może zostać zrujnowane przez ostrzał konwencjonalnej artylerii. Na pytanie, co zamierza zrobić Trump w razie kolejnej próby atomowej, ambasador USA przy ONZ Nikki Haley powiedziała jedynie, że „decyzja będzie należała do prezydenta”.