Zapowiedział, że być może już 1 marca 2019 roku otwarta zostanie w tym miejscu, na terenie aresztu, pierwsza część Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL.

W środę rano, w związku z obchodami Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych, symbolicznie otwarto bramę aresztu; wyjechała też przez nią symboliczna "ostatnia więźniarka".

W uroczystości wziął udział także minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, byli więźniowie aresztu oraz ich dzieci – m.in. córka rotmistrza Witolda Pileckiego, zamordowanego w areszcie Zofia Pilecka.

Reklama

Jaki podkreślał, że celem utworzenia w tym miejscu muzeum jest m.in. krzewienie pamięci o Żołnierzach Wyklętych. "To miejsce będzie takim nośnikiem pamięci o nich. Całe pokolenia Polaków były wykluczone w dostępie do wiedzy o Żołnierzach Wyklętych. Ja w szkole nie uczyłem się o nich. To muzeum będzie taką formą szybkiego nadrobienia naszych strat" – mówił dziennikarzom.

Przypomniał, że według szacunków historyków w tym miejscu mogło zginąć nawet 1000 osób. "Chcemy, żeby to było symboliczne miejsce, przypominające także kolejnym rządzącym, że to jest taki warszawski Katyń i to miejsce trzeba zawsze uwzględnić mówiąc o polskiej historii i budując polski system edukacyjny" – zaznaczył.

Reklama

Wiceminister poinformował, że obecnie trwa zbieranie między innymi materiałów i przygotowywanie wystawy stałej. Zaznaczył, że projektodawcom zależy na tym, by muzeum było nowoczesne a odwiedzający je mogli m.in. interaktywnie zobaczyć jak wyglądała walka i życie żołnierza niezłomnego.

"To muzeum będzie też symbolicznym zwycięstwem Żołnierzy Wyklętych. Dzięki niemu pozostaną nieśmiertelni już na zawsze" – dodał Jaki. Zaznaczył, że liczy na to, iż inicjatywa pozwoli na odbudowę społeczeństwa "dla którego Polska znowu będzie na pierwszym miejscu w hierarchii wartość". "To spowoduje, że jako społeczeństwo, państwo będziemy silniejsi" – dodał.

Uczestniczący w uroczystościach byli więźniowie i rodziny tych, którzy w areszcie zginęli, podkreślali, że miejsce to ma dla nich wyjątkowy charakter.

Wzruszenia nie kryła m.in. Bożena Przybyłowska, której ojciec zginął w areszcie na Mokotowie a matka – jako więźniarka polityczna, urodziła w tym miejscu jej młodszego brata.

"Nawet jak opowiadam o tym, co słyszałam od niej, skóra mi drętwieje. Warunki tu były bardzo trudne, więźniowie byli bici, katowani. Mama była w ciąży i miała trochę ulgi, bo lekarz raczej ją chronił. Ale opowiadała też jak jej współwięźniarki po śledztwie przynoszono w kocu i rzucano na środek sali, potem wylewano na nie wiadro zimnej wody" – relacjonowała.

Dodała, że ojciec przyznał się do podsuwanych mu w śledztwie zarzutów dopiero po tym jak zobaczył bicie swojej ciężarnej żony. "W pokazowym procesie został skazany na trzy kary śmierci. Zamordowano go tutaj w stycznie 1951 r." – powiedziała.

Na terenie spacerniaka przygotowano specjalne stoiska, przy których do godziny 16. można oglądać dokumenty, materiały i zapoznawać się ze wspomnieniami o więźniach politycznych i żołnierzach wyklętych. Działa też specjalny punkt, w którym trwa zbiórka krwi pod hasłem: "Krew za Krew - Oni przelewali krew za Polskę, My oddajemy krew dla nich".

W trakcie uroczystości przed aresztem zebrała się grupa osób. Skandowali m.in. "Precz z komuną".

Przypadający 1 marca Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych ustanowił w 2011 r. parlament "w hołdzie Żołnierzom Wyklętym - bohaterom antykomunistycznego podziemia, którzy w obronie niepodległego bytu Państwa Polskiego, walcząc o prawo do samostanowienia i urzeczywistnienia dążeń demokratycznych społeczeństwa polskiego, z bronią w ręku, jak i w inny sposób przeciwstawili się sowieckiej agresji i narzuconemu siłą reżimowi komunistycznemu".