Jak nad Wisłą marnuje się potencjał emerytowanych generałów

Wojsko
WojskoShutterStock
27 lutego 2017

W Stanach Zjednoczonych wiedza oraz doświadczenie wojskowych, którzy odchodzą z armii, zazwyczaj dalej są wykorzystywane przez państwo. U nas nikt tego nie praktykuje.

Sekretarzem obrony USA od kilku tygodni jest czterogwiazdkowy generał James Mattis. Doradcą prezydenta Donalda Trumpa do spraw bezpieczeństwa przez krótki czas, do momentu ujawnienia jego zbyt ożywionych kontaktów z Rosją, był generał Michael Flynn. W ostatnich dniach zastąpił go na tym stanowisku inny trzygwiazdkowy generał – Herbert McMaster. W historii USA zdarzało się także, że generałowie zostawali prezydentami. Choćby Dwight Eisenhower, który kierował lądowaniem w Normandii, a po za kończeniu II wojny światowej przez dwie kadencje sprawował najwyższy urząd w państwie.

Tymczasem w Polsce emerytowani generałowie od lat poprzestają zazwyczaj na pobieraniu emerytury. Niektórzy pracują dla firm zbrojeniowych. Jednak bardzo rzadko zdarza się, że najwyżsi rangą wojskowi po odejściu z wojska są zagospodarowywani przez państwo. A i wtedy zazwyczaj trafiają do obecnie zupełnie marginalizowanego Biura Bezpieczeństwa Narodowego (jego poprzednim szefem był generał Stanisław Koziej). Czasem zostają wiceministrami obrony. Ostatnio głośnym echem odbiło się odejście generała Waldemara Skrzypczaka z podległego MON Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia w podwarszawskiej Zielonce. Było to związane z krytyką Bartłomieja Misiewicza, do niedawna rzecznika resortu i szefa gabinetu politycznego ministra Antoniego Macierewicza.

Pozostało 91% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png