"Chcę stanowczo zaprzeczyć, że taki fakt miał miejsce. Nikt nigdy mi nie przedstawił takiej listy" - mówił b. koordynator ds. służb specjalnych na konferencji prasowej w Sejmie.
Jak poinformowały "Gazeta Wyborcza" i Radio ZET, w 2006 r. Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego przekazała ówczesnemu premierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu listę nazwisk tajnych współpracowników UOP z początku lat 90. Według mediów lista, która liczyła ok. 20 nazwisk, miała klauzulę "ściśle tajne", zaś oprócz J. Kaczyńskiego dostali ją też prezydent Lech Kaczyński i Wassermann.
Prokuratura prowadzi w tej sprawie śledztwo
Według informacji medialnych prokuratura prowadzi w tej sprawie śledztwo.
Zdaniem Wassermanna, mogło dojść do popełnienia przestępstwa, polegającego na tym, że organ ścigania został zawiadomiony o przestępstwie, którego on się nie dopuścił.
"Deklaruję, że w tym zakresie złożę zawiadomienie do prokuratury" - zapowiedział.
Podkreślił, że on sam od kilku lat zajmuje się nadzorem nad służbami.
"Bondaryk został powołany na szefa ABW z rażącym naruszeniem prawa"
Jak tłumaczył, komisja ds. służb specjalnych zajmuje się bardzo istotnymi problemami dotyczącymi funkcjonowania w szczególności ABW i problemami, które pojawiły się wokół jej szefa Krzysztofa Bondaryka.
W ocenie Wassermanna, Bondaryk został powołany na szefa ABW "z rażącym naruszeniem prawa", bez opinii prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
Jak mówił poseł, Bondaryk pozostaje w rażącym konflikcie interesów. "Pobiera bowiem wysokie wynagrodzenie z firmy w której pracował, a którą teraz kierowana przez niego instytucja - ABW - musi kontrolować" - tłumaczył.
Według niego, "te pieniądze są wypłacane za to, żeby nie ujawniał żadnych wrażliwych informacji, kiedy w tej firmie pracował".
W listopadzie "Gazeta Wyborcza" podała, że w liście przekazanym premierowi szef CBA Mariusz Kamiński napisał, że Bondaryk "otrzymuje ze spółki Polska Telefonia Cyfrowa wynagrodzenie znacząco przekraczające miesięczne pobory uzyskiwane przez niego w ABW", a funkcjonariuszom odmawia udzielenia żądanych informacji.
Według mediów w wyniku trwającej od 14 marca 2007 r. kontroli majątku szefa ABW, CBA oskarżyło Bondaryka, że ukrył wysokość wypłaty, którą przyznano mu, gdy odchodził z dyrektorskiej funkcji w PTC, operatorze sieci komórkowej Era. Suma ta miała wynosić 1,5 mln zł. Szef ABW, zapewniał, że w swym oświadczeniu majątkowym nie ukrywał dochodów. Złożył też zawiadomienie do prokuratury w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy CBA.
"Samo funkcjonowanie ABW jest fatalne"
Wassermann zwrócił uwagę, że samo funkcjonowanie ABW jest "fatalne". "Brak sukcesów, natomiast są skandaliczne wpadki" - mówił.
Zaliczył do nich m.in: raport na temat incydentu w Gruzji z udziałem prezydenta, kompromitację przy akcji przejęcia narkotyków z Ameryki Południowej, która miała być realizowana ze służbami amerykańskimi, a została zepsuta przez polskie służby.
"To świadczy o tym, że służby pozbawione są kontroli, zajmują się czymś innym niż to, co nakłada na nich obowiązek ustawowy" - przekonywał.
Mówił także, że dotarły do niego informacje, od współpracowników, którzy pozostali w ABW, że byli zmuszani do składania oświadczeń mających go obciążyć, iż "nieprawidłowo postępował z dokumentami klauzulowanymi".
"Jest to akcja mająca uniemożliwić objęcie przeze mnie funkcji przewodniczącego komisji"
Podkreślił, że 21 grudnia upływa termin ważności jego certyfikatu dostępu do informacji niejawnych, a dziś ma nastąpić zmiana przewodniczącego sejmowej komisji ds. służb specjalnych, którym - podkreślił - powinien "według reguł w niej panujących" zostać właśnie on.
"Uważam, że są przesłanki do uzasadnionego podejrzenia, że jest to akcja mająca uniemożliwić objęcie przeze mnie funkcji przewodniczącego komisji" - zaznaczył. "Jest to akcja, która może być pretekstem do nieprzedłużenia mi certyfikatu" - dodał.
Wassermann pytany był, także o możliwość przesłuchania przez prokuraturę prezydenta Lech Kaczyńskiego w sprawie przecieku z akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa.
"Doskonale rozumiem sytuację prezydenta, który znajduje się pod jeszcze większą presją tego typu działań niż ja" - mówił poseł.