Mało która rzecz tak się nam w Polsce po 1989 r. udała jak samorządy. Przekazanie szpitali, oświaty, dróg, planowania przestrzennego w zarząd gmin zmieniło perspektywę mieszkańców, bo dzięki niej mogą wywierać bezpośrednie naciski na władzę. Nic tak nie pomaga demokracji jak możliwość obsobaczenia radnego czy urzędnika na ulicy i przemówienia mu do rozumu. Nawet wybory na poziomie lokalnym inny mają koloryt, bo wybiera się osoby, nie partie.
Niestety, są – jak mówił klasyk Lech Wałęsa – plusy dodatnie i plusy ujemne. Pojawiły się w samorządach możliwości i pieniądze, pojawiły się też wynaturzenia. Jedną z najgorszych degeneracji są sieci powiązań, które niektórzy nazywają klikami, inni towarzystwem, jeszcze inni salonem. I nieważne, czy mówi o nich Jarosław Kaczyński, czy ktoś inny, ten problem dotyka wielu małych gmin i miast. Przy czym nie chodzi tu o naturalne „dążenie ku sobie” elit politycznych samorządowych i gospodarczych, lecz o tworzenie mechanizmów, które mają nie tyle zablokować konkurencję, ile wręcz uniemożliwić jej powstanie.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.