Autopromocja

Izdebski: Mieszkańcy bywają rozczarowani budżetami obywatelskimi [WYWIAD]

pieniądze1
Taka batalia może zwiększyć zainteresowanie projektem i być dobrym pretekstem do spotkań mieszkańców i tworzenia projektów uwzględniających różne opinie. A dzięki temu więcej z nas będzie się czuło właścicielami wdrażanych rozwiązań. I o to chyba w budżecie partycypacyjnym chodzi. Byśmy poczuli, że jako mieszkańcy mamy prawo własności do miasta, w którym żyjemy. I to żyjemy z innymi ludźmi.ShutterStock
29 stycznia 2020

Krzysztof Izdebski: Mogły być polem do dyskusji o rozwoju miasta czy dzielnicy, a stały się plebiscytami. To powoduje, że zainteresowanie tą formą partycypacji społecznej jest coraz mniejsze.

W wielu miastach można już zgłaszać projekty do budżetu obywatelskiego, które będą realizowane w 2021 r. Tymczasem po ostatniej ich edycji padają zarzuty, że idea budżetów obywatelskich została wypaczona. Zgadza się pan z tym stwierdzeniem?

Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Problemem pozostaje brak odpowiedniej refleksji przy wdrażaniu ogólnej idei budżetu partycypacyjnego. Towarzyszyła temu od początku wiara, że jak da się ludziom możliwość decydowania o części wydatków na zaspokajanie ich potrzeb, to wszyscy będą zadowoleni, bo mieszkańcy wreszcie przełamią inercję urzędników, a ci ostatni będą więcej wiedzieć o potrzebach obywateli. Pominięto okoliczność, że czasami mieszkańcy mają sprzeczne interesy, i gdy jakaś grupa zgłasza pomysł, to nie oznacza automatycznie, iż inne grupy będą z jego realizacji zadowolone. Miasta wycofały się z procesów zarządzania rozwiązywaniem konfliktów między mieszkańcami, choćby na poziomie osiedli czy dzielnic. Nie wykorzystały też okazji do określania wspólnie z nimi priorytetów budżetowych na kolejne lata.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.