Autopromocja

Polska szkoła wraca do lat 90. Historia bez WOS, biologia i geografia zamiast przyrody

szkoła klasa lekcja
Zdaniem dyrektorów komunikaty wysyłane przez minister Annę Zalewską są niespójne.ShutterStock
17 sierpnia 2016

Znamy nowe szczegóły reformy likwidującej gimnazja. Wbrew wcześniejszym zapowiedziom nie będzie można prowadzić szkół składających się tylko z klas V–VIII.

– Szkoła powszechna będzie ośmioklasowa i nie będzie możliwości prowadzenia odrębnych szkół ograniczonych do klas I–IV lub V–VIII – zapowiedziała minister Anna Zalewska podczas spotkania z dyrektorami placówek niepublicznych. Tym samym ostatecznie zamknęła furtkę dla samodzielnych gimnazjów. Od 2017 r. trzeba będzie łączyć je z dotychczasowymi szkołami podstawowymi.

Już od przyszłego roku system edukacji będzie przekształcać się tak, by w roku szkolnym 2022/23 osiągnąć docelowy model: obowiązkowe przedszkole dla sześciolatków, ośmioletnia szkoła powszechna i – w zależności od wyboru ucznia – czteroletnie liceum, pięcioletnie technikum albo dwustopniowa (łącznie pięć lat) szkoła branżowa. Taki pomysł zaprezentowała w czerwcu w Toruniu szefowa MEN. Choć sam model wydaje się jasny, to duże wątpliwości budzi to, co stanie się w okresie przejściowym. Resort do dziś nie odpowiedział na większość pytań nurtujących rodziców, nauczycieli i samorządy.

Jasne nie było na przykład właśnie to, czy będzie można prowadzić szkoły powszechne składające się wyłącznie z klas V–VIII. Taką możliwość sugerowała w pewnym momencie sama minister. Miała to być odpowiedź na niepokój dyrektorów gimnazjów, które funkcjonują samodzielnie (jest ich ok. 3 tys., czyli 40 proc. wszystkich). Ale podczas ostatniego spotkania z dyrektorami placówek niepublicznych Zalewska stwierdziła, że o łączeniu nie ma mowy.

DGP dotarł do zaakceptowanej przez resort notatki z tego spotkania. Wynika z niej, że w trzyletnim okresie przejściowym dotychczasowe samodzielne gimnazjum będzie mogło przyjmować uczniów do VII klasy. Musi jednak założyć lub połączyć się ze szkołą powszechną. W przypadku placówek publicznych zdecydują o tym włodarze gmin (bo to w ich gestii leży dziś prowadzenie gimnazjów i szkół podstawowych, a po reformie – szkół powszechnych). W przypadku placówek niepublicznych o tym, co stanie się z gimnazjum zdecydować będzie musiał właściciel.

Pojęcie „jednej szkoły” nie jest jednak równoznaczne z koniecznością ulokowania uczniów w jednym budynku. Tu ministerstwo idzie na ustępstwa. – Prowadzenie w osobnych budynkach klas I–IV i V–VIII będzie dopuszczalne, pod warunkiem że będzie to jedna szkoła powszechna kierowana przez tego samego dyrektora – zapewnia Anna Zalewska.

Co na to wszystko przedstawiciele prywatnych szkół? – Toruńska prezentacja MEN niemal nie dotyczyła tego sektora. Nie było tam ani słowa o autonomii szkoły ani o eksperymentach edukacyjnych – zauważa Krystyna Starczewska, prezes Krajowego Forum Oświaty Niepublicznej. Wówczas na pytania o szkoły prywatne można było usłyszeć odpwiedź, że „MEN nie planuje żadnych zmian w tym zakresie w stosunku do stanu obecnego”. Po reformie szkolnictwo niepubliczne miało funkcjonować na tych samych zasadach, co obecnie.

Dziś niepokój Krystyny Starczewskiej budzi między innymi kwestia innowacji w nauczaniu. MEN co prawda zapewnia, że szkoły niepubliczne będą mogły nadal prowadzić eksperymenty pedagogiczne, ale pod zwiększoną kontrolą kuratora. – Nie oznacza to likwidacji możliwości działań innowacyjnych. Wręcz przeciwnie, dobre pomysły w tym zakresie będą wpływały na pozytywną ocenę pracy szkoły – miała uspokajać na ostatnim spotkaniu minister Zalewska.

Szefowa MEN zapewniła też, że nie przewiduje wprowadzenia zmian w przeznaczonych dla szkół niepublicznych dotacjach. Ale dyrektorzy zwracają uwagę, że także w tym zakresie komunikaty resortu są niespójne – w odpowiedzi na interpelacje poselskie wiceministrowie stwierdzają bowiem, że pomysły dotyczące finansowania oświaty dopiero zostaną opracowane.

Listy do posłów to zresztą dotychczas jedyne źródło wiedzy (w dodatku szczątkowej) o planach dotyczących reformy. Z samego MEN nie można dowiedzieć się nawet, jaki będzie zakres zmian w ustawie, której projekt resort planuje pokazać w połowie września. Urzędnicy zalecają, by poczekać na gotowy dokument.

Maciej Kopeć, wiceminister odpowiedzialny m.in. za system egzaminów zewnętrznych, sugeruje w dokumentach stanowiących odpowiedzi na zapytania poselskie, że zmianie mogą ulec programy nauczania. Planuje się m.in. rozdzielenie lekcje historii i społeczeństwa czy przyrody na poszczególne przedmioty. – W klasach V–VIII uczniowie odbędą pierwszy pełny cykl nauczania historii, który następnie powtórzą w szkole ponadpodstawowej, w zakresie i wymiarze godzin odpowiednim do wybranego typu szkoły: liceum, technikum czy szkoły branżowej. Przy czym, inaczej niż obecnie, w każdej z tych szkół uczniowie zaliczą ponownie pełny kurs historii (od starożytności do czasów współczesnych) – wyjaśnia Kopeć. Zapewnia przy tym, że dzieci nie będą spędzać w szkole więcej czasu. – Nastąpi zmiana podstaw programowych. Nie jest planowane obciążenie uczniów dodatkowymi godzinami – przekonuje.

Ponadto wiceminister ujawnia, że nauczanie drugiego języka obcego planowane jest od klasy siódmej szkoły podstawowej (czyli podobnie jak teraz, gdy uczniowie rozpoczynają jego naukę w pierwszej klasie gimnazjum). Spędzą z nim jednak trzy, a nie – jak w planach MEN – dwa lata.

Kopeć zdradza też, że nowych projektów rozporządzeń w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego i kształcenia ogólnego w poszczególnych typach szkół oraz w sprawie ramowych planów nauczania w szkołach publicznych możemy spodziewać się jeszcze w tym roku. Nie wspomina jednak nic o kosztach reformy. Zapowiada jedynie lakonicznie, że „skutki finansowe wprowadzanych zmian przedstawione zostaną w ocenie skutków regulacji”.

Polecany produkt: Karta Nauczyciela >>

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.