Jak nie rozmawiać o szkole, czyli pozorna troska o dobrostan uczniów [OPINIA]

Matematycy przygotowujący modele rozwoju epidemii przekonują, że w celu zahamowania rozprzestrzeniania się wirusa powinno się zamknąć szkoły na jakiś czas przynajmniej w czerwonych powiatach. W rządzie są na tapecie także inne pomysły na rozwiązanie szkolne ‒ np. odesłanie na naukę zdalną dzieci ze starszych klas, a zostawienia nauki stacjonarnej dla nauczania początkowego.
szkoła koronawirus1ShutterStock
13 października 2020

W sobotę mieliśmy usłyszeć od premiera, co się stanie ze szkołami w kontekście epidemii. Nie usłyszeliśmy, bo w rządzie trwa dyskusja, co z tym fantem zrobić.

Jej fundament dotyczy tego, jak roznosi się choroba i jaka jest w tym rola normalnie działającej edukacji. Z naszych rozmów z urzędnikami wynika, że różnice między ich stanowiskami są poważne. Z jednej strony słyszymy, że wzrost przypadków choroby to efekt powakacyjnego nawrotu aktywności zawodowej, ale głównie życia towarzyskiego, wesel czy innych uroczystości w restauracjach, barach a nawet domówek. ‒ Mamy informacje o takich przypadkach, że w jednej sali jest przyjęcie weselne, a w drugiej tuż obok „impreza rodzinna”, na której bawi się reszta gości. I tak przepisy są obchodzone ‒ mówi jeden z naszych rządowych rozmówców. Stąd zaostrzenia dotyczące właśnie tego typu imprez. Ale już np. jeden ze współautorów modeli epidemii dr Franciszek Rakowski z UW mówi nam, że za obecny wzrost odpowiada powrót dzieci i młodzieży do szkół. Ich model matematyczny wskazywał, że po powrocie do szkół na przełomie września i października liczba dziennie wykrywanych przypadków koronawirusa będzie wynosiła kilka tysięcy. To się potwierdziło. Jednak precyzyjnych danych ‒ za ile przypadków „odpowiadają” szkoły ‒ nie ma. ‒ Danymi o zakażeniach w szkołach dysponuje MEN ‒ przekonuje nas resort zdrowia. MEN mówi, że z informacji uzyskanych od Głównego Inspektora Sanitarnego wynika, że szkoły nie są głównym źródłem zakażenia, stanowią jedynie 2 proc. wszystkich zakażeń. To jednak niewiele daje – bowiem sama liczba zakażeń w szkołach niewiele da. Istotna jest informacja, jaki odsetek przypadków koronawirusa ma swój początek w placówce edukacyjnej. Jak mówią nasi rozmówcy ‒ liczba ognisk może być niewielka, ale jest odpowiedzialna za rozprzestrzenianie się w społeczeństwie. Każde dziecko przychodzi do domu, w którym mieszka zwykle kilka osób. I nie chodzi tylko o przypadki zachorowań wśród dzieci, bo tych jest mało, ale o głównie bezobjawowe przekazywanie wirusa, który potem rozchodzi się już w rodzinach. ‒ Gdyby to imprezy rodzinne były jego głównym źródłem, to wysokie wzrosty zachorowań byłyby już w wakacje, tymczasem doszło do nich kilkanaście dni po początku roku szkolnego ‒ podkreśla nasz rozmówca.

Pozostało 57% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.