Celny strzał w amerykańskie e-commerce. Praktyczny przewodnik po odprawie celnej przesyłek z USA przez Pocztę Polską

Poczta Polska, usługi pocztowe
Celny strzał w amerykańskie e-commerce. Praktyczny przewodnik po odprawie celnej przesyłek z USA przez Pocztę PolskąShutterstock
wczoraj, 20:07

Zakup rzadkiej książki, grafiki, manuskryptu czy innego kolekcjonerskiego przedmiotu na amerykańskiej platformie aukcyjnej wydaje się dziś prostą transakcją internetową. W praktyce jednak już po przekroczeniu granicy Unii Europejskiej nabywca staje się importerem, a wraz z upragnioną przesyłką mogą pojawić się obowiązki celne, podatkowe, dodatkowe opłaty oraz szereg formalności, o których większość kolekcjonerów, antykwariuszy i miłośników sztuki nie ma pojęcia. Artykuł w przystępny sposób wyjaśnia, jak wygląda procedura importu przesyłek z USA za pośrednictwem Poczty Polskiej, kiedy konieczne jest pełnomocnictwo celne, jakie znaczenie mają systemy IOSS i OSS, jakie pułapki wiążą się z wyceną przesyłki oraz jak uniknąć kosztownych błędów przy zakupie dzieł sztuki, starodruków i innych przedmiotów kolekcjonerskich. Na przykładzie autentycznego problemu dotyczącego sprowadzenia przedwojennego wydania „Lokomotywy” Juliana Tuwima autorzy pokazują, że nawet pozornie niewielka przesyłka może rodzić złożone konsekwencje prawne, podatkowe i celne.

Przesyłka z USA a cło

Janowi K., pasjonatowi literatury pięknej o nadzwyczajnym sentymencie do polskiej poezji dziecięcej, po długich poszukiwaniach nareszcie udało się znaleźć bardzo rzadką książkę – wydanie dotyczące „Lokomotywy” Juliana Tuwima, którą bez zbędnego namysłu kupił w antykwariacie w stanie Maryland w Stanach Zjednoczonych za pośrednictwem platformy internetowej. Łatwość i prostota rozwiązania – kliknięcie przycisku „KUP TERAZ”, dzięki któremu wymarzona książka już niedługo miała trafić w jego ręce – w połączeniu z okazyjną ceną za tak rozchwytywanego białego kruka w społeczności czytelniczej, nasyciła Jana K. optymizmem. Od tego momentu czekał tylko, aż Poczta Polska zapuka do jego drzwi i wręczy mu publikację, którą uważał za okazję życia. Być może by nią była, gdyby Jan K. uwzględnił kluczowe kwestie dotyczące importu towarów z USA i związanych z nim dodatkowych kosztów.

W analizie powyższego przypadku należy przede wszystkim zwrócić uwagę na podstawowe pojęcia wiążące się z prawami i obowiązkami konsumenckimi oraz mającymi swoje implikacje prawne – a które możemy sprowadzić do pytań: kim staje się Jan K. i co robi w tym zakresie? W obliczu dynamicznego rozwoju globalnego handlu elektronicznego między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi, obecne przepisy narzucają na konsumentów rolę uczestników obrotu towarowego. W świetle Unijnego Kodeksu Celnego, a co zostało potwierdzone w orzecznictwie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE), towar oznacza każdy produkt mający wartość wymierną w pieniądzu i mogący jako taki stanowić przedmiot transakcji handlowych. A zatem każda przesyłka z towarem w chwili przekroczenia granicy UE zostaje objęta dozorem celnym (art. 134 pkt. 1 Rozporządzenia 952/2013 ustanawiające unijny kodeks celny), w którego zakres wchodzi także kontrola celna (art. 5 pkt. 3 tamże), oznaczająca konkretne czynności weryfikacyjne wykonywane przez organy celno-skarbowe, takie jak rewizja towaru. Procedura ta może wiązać się także z ryzykiem powstania długu celnego (art. 5 pkt. 18 tamże), oznaczające nałożenie na dłużnika (art. 5 pkt. 19 tamże) obowiązku uiszczenia należnych opłat przewozowych. Podnosząc ponadto kwestię przedstawiciela celnego – w formie przedstawicielstwa bezpośredniego lub pośredniego (art. 18 pkt. 1 tamże), potencjalnie może stać się nim Poczta Polska.

Wracając więc do przypadku Jana K. – jako że książka spełnia kryteria definicji towaru, konsument w praktyce staje się importerem towaru nieunijnego. Amerykańska platforma sprzedażowa była więc jedynie narzędziem umożliwiającym zawarcie transakcji oraz dokonanie płatności, pośredniczącym tylko między sprzedającym a kupującym. Zatem to konsument ponosi wszelką odpowiedzialność prawną za autentyczność przekazywanych Poczcie Polskiej do odprawy dokumentów. Jan K., powracając do rzeczywistości podczas kupna unikatowej pozycji czytelniczej, powinien zwrócić uwagę na ważne aspekty prawne. Zacząć warto od oddzielenia ceny towaru od kosztów przesyłki.

Matematyka wyższa – liczenie wartości celnej

Jeśli dodatkowe opłaty związane z importem towaru z USA do Polski nie zostały ujęte w cenie, należy w drodze obliczeń sprawdzić, ile naprawdę zapłacimy za przesyłkę, bowiem na ostateczną wartość celną składa się kilka dodatkowych opłat. Do ceny samego produktu należy doliczyć najpierw transport do UE. Do tej kwoty dolicza się cło, którego wysokość jest różna w zależności od rodzaju produktu (informacje te są dostępne na przykład w polskim systemie taryfowym ISZTAR lub europejskim TARIC). Ta kwota staje się naszą podstawą VAT i z niej wylicza się ten podatek. Oszacowanie łącznych kosztów towaru wraz z importem znacząco pomaga w podejmowaniu racjonalnych decyzji konsumenckich i może uratować stan naszego portfela, czasem nieprzygotowanego na dodatkowe obciążenia finansowe.

Kiedy działają, a kiedy nie działają cła

Czy Jan K. słusznie cieszy się z upolowanej okazji, czy może uprzednio musi zmierzyć się z systemem celnym? Dotychczas funkcjonowała dosyć korzystna reguła, wedle której przesyłki o wartości do 150 EUR były całkowicie zwolnione z cła. 1 lipca 2026 roku wprowadza jednak na tej płaszczyźnie rewolucję – zwolnienie z cła zostaje zastąpione mechanizmem ryczałtowego cła w wysokości 3 EUR za każdą pozycję towarową, oznaczającą grupę towarów tego samego rodzaju, a więc zaklasyfikowanych pod tym samym kodem CN. Mimo że z punktu widzenia prawa celnego dłużnikiem celnym byłby sprzedawca, Ministerstwo Finansów zaznacza, że to od polityki biznesowej danej platformy zależy, jak koszt ten zostanie rozliczony. Wiele amerykańskich platform dolicza cło ryczałtowe do ceny końcowej w koszyku lub w kosztach dostawy. Dodatkowe opłaty mogą wiązać się także z warunkami, na jakich sprzedawca nadaje przesyłkę – sprzedawca może zadeklarować pokrycie opłat importowych po swojej stronie (DDP) lub obowiązek ten spoczywać będzie na kupującym, który może zostać obciążony dopłatą (DAP). Brak ustalenia jasnych warunków dostawy często skutkuje koniecznością zapłaty ze strony kupującego, co wychodzi na światło dzienne dopiero przy doręczeniu przesyłki. Właśnie z tego powodu Jan K. powinien sprawdzić, na jakie warunki wyraża zgodę i jakie dodatkowe koszty zostały wliczone w cenę.

Pewną stabilność w zakresie opłat może mimo wszystko dawać procedura IOSS i OSS. IOSS, mający swoje zastosowanie w kupnie towarów fizycznych, między innymi z USA, adresowany jest do podmiotów spoza UE, które dokonują sprzedaży na odległość towarów importowanych (SOTI) i ustanowiły pośrednika będącego czynnym podatnikiem VAT w Polsce. Obecnie system ten jest używany przez znaczną większość dużych platform w USA, takich jak Amazon, eBay, Etsy czy Shopify, chociaż dodatkowa weryfikacja nigdy nie zaszkodzi. Unijny i nieunijny OSS przydatny jest z kolei głównie do usług cyfrowych (e-booki, gry), usług telekomunikacyjnych i nadawczych (internetowe dostarczanie sygnału telewizyjnego) i innych usług niematerialnych (na przykład usługi edukacyjne). Istotna w zastosowaniu systemu IOSS, którego działanie omówimy szerzej na tle zakupów na amerykańskich platformach, jest jednak granica wartości – jeśli wartość rzeczywista fizycznej książki mieści się w granicach 150 EUR, platforma pobierze polski podatek VAT bezpośrednio podczas transakcji płatniczej. Gdyby jednak wartość ta była wyższa niż 150 EUR, IOSS nie może zostać wykorzystany, a paczka podlega standardowej procedurze celnej wymagającej zgłoszenia na dokumencie SAD H1 w systemie AIS-IMPORT (czyli użycie systemu VAT E-Commerce).

Gdzie w tym wszystkim Poczta Polska?

Art. 19 ustawy Prawo celne to skarbnica wiedzy na temat prawidłowego przebiegu procedury celnej – reguluje między innymi tryb przedstawiania towarów i dokonywania zgłoszeń celnych w obrocie pocztowym realizowanym przez operatora wyznaczonego. I właśnie tu pojawia się Poczta Polska S.A., która pełni tę funkcję, jest zatem połączeniem między e-konsumentem a operatorem zagranicznym. Jak już wspomnieliśmy wcześniej, każdy może ustanowić przedstawiciela celnego działającego w formie pośredniej lub bezpośredniej – w przypadku przesyłek sprowadzanych między innymi z USA mamy w tej kwestii jednak pewne instytucjonalne ułatwienie znane pod nazwą milczącego (dorozumianego) przedstawicielstwa celnego.

Mechanizm ten działa w prosty sposób: jeśli wartość rzeczywista nie przekracza kwoty 150 EUR, operator wyznaczony, tj. Poczta Polska, zostanie z mocy prawa upoważniony do dokonania zgłoszenia celnego w imieniu i na rzecz odbiorcy (jeśli konsument nie złoży sprzeciwu wobec otrzymanego zawiadomienia o nadejściu paczki). Co nam to daje w praktyce? Platforma najzwyczajniej dolicza polski VAT w momencie zakupu. Jeśli korzysta ona z systemu IOSS, zgłoszenie celne w systemie e-commerce składane jest przy użyciu uproszczonego zgłoszenia celnego H7, a konsument dostaje paczkę od listonosza Poczty Polskiej bez dodatkowych opłat przy odbiorze. Jeśli platforma nie jest zaopatrzona w IOSS, VAT musi zostać naliczony i pobrany przy wejściu towaru na terytorium UE, co wiąże się z tym, że konsument płaci VAT na zasadach ogólnych bezpośrednio przy odbiorze przesyłki.

A jeśli wartość przesyłki wyniosła ponad 150 EUR? Problem weryfikacji, czy platforma korzysta z IOSS rozwiązuje się poniekąd sam. W tym przypadku platforma traci status dostawcy celnego i przyjmuje jedynie obowiązki ewidencyjne, a co za tym idzie, należności celno-podatkowe rozliczane są w zakresie pełnych zgłoszeń celnych w krajowym systemie AIS-IMPORT w państwie importu. Poczta Polska nie ma tu dorozumianego pełnomocnictwa – adresat otrzymuje powiadomienie i w terminie 14 dni musi przesłać wymagane dokumenty i udzielić poczcie Polskiej pełnomocnictwa celnego, ewentualnie dokonać odprawy we własnym zakresie.

Współpraca z Pocztą Polską – właściwe dokumenty za sumienną usługę

Powszechnie coraz większą popularnością cieszą się firmy kurierskie, zapewniające sprawną dostawę i klarowną komunikację, ale w przypadku sprowadzania towaru z kraju spoza UE, zdarza się naliczanie dodatkowych opłat własnych. Poczta Polska często okazuje się korzystniejszą finansowo alternatywą, lecz wymaga kompletnego zestawu dokumentów. Do tej listy należą: potwierdzenie rodzaju i wartości towarów, dowód płatności: kosztów wysyłki, ubezpieczenia, ewentualnych informacji o rabatach; dane odbiorcy i dokumenty dodatkowe, takie jak certyfikaty, pozwolenia (w transakcjach między stronami prywatnymi „oświadczenie dotyczące towarów znajdujących się w przesyłce” w przypadku upominków). Co istotne, im lepiej opisana jest paczka, tym mniejsza szansa na dodatkowe komplikacje, takie jak konieczność doprecyzowania zawartości, przygotowywania korekt czy opóźnienia.

Słownik negatywny Poczty Polskiej

Skoro poruszyliśmy już wątek sytuacji w procesie celnym, które mogą się okazać szczególnie problematyczne, powinniśmy wspomnieć o czarnej liście towarów Poczty Polskiej – a raczej jej słowniku negatywnym. Na tej liście wyliczone są towary, w przypadku których Poczta Polska nie dokonuje odpraw celnych w ramach pakietu VAT E-commerce, odprawa celna jest tu do wykonania we własnym zakresie. Są to przede wszystkim: towary wysłane jako próbki handlowe, leki i wyroby medyczne (wysokie ryzyko zatrzymania przesyłki), żywność (możliwe dodatkowe kontrole), produkty roślinne i zwierzęce (często osobne przepisy sanitarne), broń, przedmioty kolekcjonerskie i podróbki (prawa własności intelektualnej), elektronika z bateriami (częste wymogi transportowe), alkohol i wyroby tytoniowe (reżim podatkowy i ograniczenia ilościowe). Powyższe towary wymagają zatem zachowania szczególnej ostrożności i dopilnowania wymogów formalnych, nie wspominając już o konieczności dokonania odprawy celnej w pełnej procedurze importowej na dokumencie SAD H1.

Inne (tym razem korzystne) wyjątki

Towary, stanowiące odstępstwo od reguły we właściwej odprawie celnej, mogą mieć także wymiar pozytywny dla samego konsumenta. Te szczególne sytuacje dotyczą między innymi zwolnienia z cła. Na mocy art. 203 ust. 3 Rozporządzenia wykonawczego 2015/2447 towary nieunijne, które pierwotnie posiadały status unijnych, w wyniku wywozu spoza UE i powrotnym przywozie w terminie do 3 lat i dopuszczeniu do obrotu, są zwolnione z należności celnych przywozowych. Innym przykładem, choć wychodzącym poza sprzedaż na zagranicznych platformach sprzedażowych, są prezenty o wartości rzeczywistej do 45 EUR – są one całkowicie zwolnione z cła, jeśli jest to paczka od osoby prywatnej do osoby prywatnej, okazjonalna, nieodpłatna i odpowiednio oznaczona (nie mają tu zastosowania towary akcyzowe).

Jak to wszystko zadziała w praktyce? Kazus Jana K.

W tym celu rozważmy dwa scenariusze: w pierwszym Janowi K. udało się upolować wymarzoną książkę za jedynie 50 EUR, jako że nie wyróżniała się ona niczym szczególnym z katalogu dostępnych w antykwariacie pozycji. W drugim scenariuszu Jan K. zapłacił za ,,Lokomotywę” 300 EUR, jako że było to wydanie kolekcjonerskie, praktycznie niedostępne na obecnym rynku czytelniczym. Platforma sprzedażowa, podobnie jak większość dużych platform amerykańskich, korzysta z systemu IOSS. Jaką drogę będzie musiał przejść konsument amerykańskiej platformy sprzedażowej, by cieszyć się upragnioną lekturą?

Scenariusz 1: „Lokomotywa” poniżej wartości 150 EUR

Wartość celna jest od razu widoczna – polski VAT został doliczony do ceny towaru i płatność została dokonana za pośrednictwem platformy sprzedażowej, a import na granicy jest z VAT-u zwolniony. Mimo że cło ryczałtowe w kwocie 3 EUR od pozycji towarowej powinno być opłacone przez platformę, Jan K. powinien być świadomy, że kwota ta mogła zostać włączona w cenę samej książki lub koszty dostawy. Paczka została wysłana z USA, sprzedawca oznaczył ją numerem identyfikacyjnym IOSS platformy. Jan K. nie zgłosił sprzeciwu, a więc Poczta Polska stała się milczącym pełnomocnikiem celnym i dokonała odprawy automatycznie, w postaci uproszczonego zgłoszenia celnego H7 w systemie E-Commerce. Przesyłka nie została zakwalifikowana jako egzemplarz kolekcjonerski, na co wpłynęły dokładne i szczegółowe opisy paczki ze strony sprzedawcy. Listonosz Poczty Polskiej dostarczył Janowi K. przesyłkę, a on od tego momentu mógł zaczytywać się w poezji Tuwima.

Scenariusz 2: „Lokomotywa” powyżej wartości 150 EUR

Teraz przeanalizujmy nieco mniej łaskawą dla Jana K. opcję. Tutaj cło oraz VAT nie są wliczone w cenę książki, co początkowo spowodowało ukontentowanie Jana K. Sprzedawca nadał paczkę, ale ponieważ wysłana została ze Stanów Zjednoczonych, przewoźnik musi przedłożyć Przywozową Deklarację Skróconą (PDS) i złożyć ją w odpowiednim urzędzie celnym przed przybyciem towarów. Przedłożenie PDS nie byłoby konieczne jedynie, kiedy sprzedaż zostałaby dokonana z państw wspólnego tranzytu, które zawarły z UE umowy w sprawie uznawania kontroli w zakresie bezpieczeństwa i ochrony przeprowadzonego w tych państwach wywozu, czyli Norwegii, Liechtensteinu i Szwajcarii. Paczka dociera do Polski, systemy celno-skarbowe blokują jej dalszą drogę i zostaje objęta nadzorem celnym. Poczta Polska przesłała do importera, Jana K., zawiadomienie w formie papierowej (chodź możliwa jest też forma elektronicznej) o zatrzymaniu przesyłki w celu dokonania odprawy celnej. Przerażony Jan K. próbował dowiedzieć się, co się dzieje z jego paczką i co jest powodem zatrzymania towaru, w końcu natrafił na informację o tym, że Poczta Polska nie jest jego pełnomocnikiem celnym. Opanowawszy emocje, zgromadził niezbędną dokumentację, na którą składały się dowód zakupu, potwierdzenie zapłaty z podziałem na cenę samego towaru i opłaty za przesyłkę i opis przedmiotu oraz podpisane pełnomocnictwo i wysłał je Poczcie Polskiej. Poczta Polska, która stała się aktywnym pełnomocnikiem Jana K., dokonała odprawy celnej: w systemie AIS-IMPORT w zakresie pełnych zgłoszeń celnych importowych na dokumencie SAD H1. Urząd celno-skarbowy naliczył następnie opłaty: cło na podstawie klasyfikacji celnej CN i podatek VAT z podstawy opodatkowania, czyli połączonych ceny towaru, opłat transportowych i cła. Proces ten zakończył się pomyślnie, paczka wróciła do obiegu pocztowego i listonosz zapukał do drzwi Jana K. – nieco mniejszy niż w Scenariuszu 1 był entuzjazm importera, bo przed rozpoczęciem lektury musiał ponieść koszty cła i VAT-u.

Co jeśli paczka przyjdzie uszkodzona?

Komplikacji ciąg dalszy: paczka została uszkodzona i nie wiemy, do kogo się zwrócić. Ponieważ autonomiczne prawo podatkowe, od wprowadzenia 1 lipca 2021 r. Objaśnień podatkowych, tworzy fikcję prawną, na podstawie której to operator interfejsu elektronicznego uznany jest za dostawcę B2C, w konsekwencji, transakcję ma obowiązek opodatkować i rozliczyć właśnie platforma. Rozwiązanie to jest korzystne głównie dla urzędników, dla których wyegzekwowanie VAT-u od dużej platformy jest wygodniejsze niż od setek pomniejszych sprzedawców. Z drugiej strony rodzi pewną nieścisłość - tak jak ustaliliśmy wyżej, platforma w rozumieniu cywilnoprawnym dalej jest jedynie pośrednikiem. Czemu widzimy tu pewien zgrzyt? Ze względu na kwestię odpowiedzialności deliktowej.

Gdyby ,,Lokomotywa” zakupiona przez Jana K. zaginęła lub została zniszczona przed dostarczeniem, od lipca 2021 r. roszczenia z tytułu rękojmi lub niewykonania umowy konsument musiałby kierować do antykwariatu Maryland, a nie platformy sprzedażowej (jeśli uszkodzenie nastąpiło w toku transportu, czyli przed formalnym zwolnieniem przez urząd celny). Powinna ona przejść proces kwalifikacji jako towar wadliwy i w przypadku pozytywnego rozpatrzenia, amerykański sprzedawca ma dokonać korekty ceny, co obniży ogólną wartość celną, w tym automatycznie koszty cła i VAT-u. Dla towarów powyżej 150 EUR lub o wartości kolekcjonerskiej utrata lub zniszczenie paczki w magazynie powoduje powstanie długu celnego, a dłużnikiem staje się Poczta Polska. Jeśli uszkodzenie towaru o wartości mniejszej niż 150 EUR nastąpiło już w trakcie transportu przez Pocztę Polską, po kwalifikacji prawnej o usunięciu towarów spod dozoru celnego, VAT ma obowiązek zapłacić operator pocztowy wraz z odsetkami za zwłokę.

Mimo wielu scenariuszy wyodrębnia się jedna ważna reguła – sama platforma bardzo rzadko płaci odszkodowanie. Na podstawie orzecznictwa sądów amerykańskich (takiego jak w sprawie Bolger vs. Amazon.com,LLC, w której Angela Bolger doznała ciężkiego uszczerbku na zdrowiu po tym, jak kupiona za pośrednictwem platformy Amazon bateria do laptopa eksplodowała) można uznać, że szansa na jego uzyskanie wzrasta w zasadzie tylko wtedy, gdy platforma kontrolowałaby fizyczny proces dostawy. A raczej jeśli uda się to udowodnić w procesie. Wyjątkowość platform, jak nazwali to Janger i Twerski w swojej głośniej analizie z 2023 r., jest jednak coraz częściej podnoszona jako poważny problem na płaszczyźnie ochrony konsumenta i racjonalnego zarządzania ryzykiem. Amerykańskie platformy sprzedażowe zasłaniają się formalnymi definicjami „sprzedaży” i „tytułu własności”, jednak w praktyce wytłumaczenia te nie mają większego zastosowania. Absurd ten jest szczególnie widoczny w modelach takich jak FBA (Fulfillment by Amazon), w których platforma magazynuje towar, pakuje go i wysyła, a także rości sobie prawo do substytucji bez konsultacji z konsumentem. Funkcjonująca fikcja „uznanego dostawcy” na gruncie podatku VAT, wciąż bez odpowiedzialności cywilnoprawnej.

Haczyki związane z kosztami – czyli na co uważać, żeby nie przepłacać

Jak widać w powyższym przykładzie, kwestie kosztów i odpowiedzialności finansowej są często niejednoznaczne, dlatego należy wiedzieć, na jakie dodatkowe opłaty możemy zostać narażeni. Rozróżnienie ceny towaru od opłat związanych z transportem, cła i VAT-u to pierwszy, ale nie ostatni moment, w którym powinniśmy się zastanowić, ile tak naprawdę wyniesie nas import zakupionego towaru na amerykańskiej platformie sprzedażowej. Oprócz części składowych wartości celnej, musimy się także liczyć z innymi możliwymi opłatami – kosztem ubezpieczenia przywiezionych towarów, opłatami załadunkową i manipulacyjną związanymi z ich transportem, poniesionymi do granicy państwa lub portu polskiego.

Zasada, by „ustalenia należności dotyczących kosztów transportu były jednoznaczne, precyzyjne i wyodrębnione na odcinek krajowy i zagraniczny”, to jeden z kluczowych aspektów unijnego prawa celnego. Dlaczego to takie ważne? Według art. 71 i art. 72 UKC odcinek zagraniczny i odcinek krajowy traktowane są w inny sposób – do wprowadzenia towaru na obszar unii celnej jego wartość celna wzrasta, z kolei na terytorium UE koszty nie są do tej wartości wliczane. Ustawa wprowadza tu jednak warunek, a konkretnie wyraźne rozdzielenie kosztów towaru i transportu (dlatego w Scenariuszu 2 Jan K. w dokumentach Jana K. dla Poczty Polskiej musiało to być wyraźnie zaznaczone). Jeśli na fakturze widniałaby tylko jedna kwota za transport, organ celny ma prawo wliczyć 100% kosztów transportu do wartości celnej. Pułapka ta, zwana efektem kaskadowym, nosi znamiona prawdopodobieństwa w transakcji na platformach sprzedażowych, co potwierdzają wyroki NSA w tej sprawie.

Tok rozumowania organów celnych prześledzić można na przykładzie wyroku NSA z dnia 17 marca 1999 r. (SA/Sz 1731/98). W tej sprawie hiszpański sprzedawca wina nie dokonał podziału kosztów i odcinków na zagraniczny i krajowy, a w ramach samej transakcji sporządzono podwójny komplet faktur opiewający na inne kwoty (w drugim wartość towaru była znacznie wyższa). NSA odrzucił skargę importera o rzekome naruszenie przepisów prawa celnego i administracyjnego przez organy celne, a w swoim uzasadnieniu powołał się na obowiązek ustalenia należności w sposób jednoznaczny i precyzyjny z użyciem obiektywnych i wymiernych danych. Wyrok jest formą nagany arbitralności ze strony spółki.

Wyodrębnienie kosztów ma też znaczenie w tzw. procedurach uproszczonych. Uproszczone zgłoszenie H7, tak jak wspominaliśmy wcześniej, ma zastosowanie do produktów, których wartość rzeczywista, czyli cena samego towaru, nie przekroczyła 150 EUR. Jeśli sprzedawca nie rozdzieli kosztów na fakturze, koszty przesyłki zostaną wliczone w wartość rzeczywistą – jeżeli taka kwota przewyższy sumę 150 EUR, będzie musiała przejść pełną procedurę celną. Brak przedstawienia jasnego podziału kosztów mógłby też wpłynąć na sprawność przeprowadzenia całej procedury importowej. Jako że uproszczone zgłoszenie H7 jest przetwarzane automatycznie w Krajowej Administracji Skarbowej, algorytm może wykryć nieprawidłowości w zadeklarowanych danych, co może skutkować rewizją dokumentów czy rewizją fizyczną paczki. A to z kolei może generować potencjalne opóźnienia i inne problemy.

Istnieją także drobne i często bagatelizowane kwestie, takie jak różne kody CN dla towarów w jednej paczce. Za każdy towar z innej pozycji towarowej należy zapłacić osobno ryczałtowane cło. Nie zapominajmy także o kwestii prozaicznej, ale jak najbardziej ludzkiej – jeśli rzecz, którą zamówiliśmy, nie sprostała naszym oczekiwaniom i chcemy ją zwrócić, koszty cła i VAT-u nie zostaną zwrócone. Mając to na uwadze, należy dokonać bilansu zysków i strat przed ostateczną decyzją.

Podsumowanie

Kupno „Lokomotywy” Tuwima, oprócz posiadania walorów estetycznych, niewątpliwie dało Janowi K. wgląd w system celny UE przy towarach importowanych spoza Unii Europejskiej, a konkretnie USA. Najważniejszymi wnioskami z tej lekcji okazać się mogą świadomość, w jaką rolę wchodzi konsument w sytuacji importu towaru spoza UE oraz jakie ma obowiązki celne i podatkowe, a także zasady działania, pełnomocnictwa Poczty Polskiej, wraz z jej wymaganiami względem importerów. Analizie poddane zostały także możliwe koszty, jakie ponosi konsument oraz sprzedawca w transakcji dokonanej za pośrednictwem platformy sprzedażowej. Studium przepisów i konkretnych przykładów wykazało, jak ważna jest właściwie przeprowadzona procedura po obu stronach, by nie narazić żadnej z nich na niepotrzebne obciążenia finansowe.

W obecnej erze globalizacji i rozwoju światowych gigantów eksportowych, zakup produktów czy usług drogami internetowymi jest nieunikniony. Platformy amerykańskie, takie jak Amazon, eBay, Wayfair, Target czy Walmart, wypracowawszy stabilną i silną pozycję na rynku światowym, prowadzą sprzedaż nastawioną przede wszystkim na ochronę swoich struktur i zysk. Z tego względu, jako polscy konsumenci amerykańskich produktów, powinniśmy przede wszystkim zadbać o ochronę własnych interesów i zabezpieczenie finansowe, być świadomi niebezpieczeństw i ryzyka związanych z nieznajomością odpowiednich procedur celnych i swoich obowiązków jako strony transakcji. Innymi słowy, bierzmy przykład z Jana K., który zrealizował swoje pragnienie o unikatowej książce w drodze studiowania swoich praw i obowiązków konsumenckich na amerykańskiej platformie sprzedażowej.

Autorzy:
K. Jakub Gładkowski, radca prawny, KG LEGAL KIEŁTYKA GŁADKOWSKI
Patrycja Żmijowska, KG LEGAL KIEŁTYKA GŁADKOWSKI

Źródło: gazetaprawna.pl
Autopromocja
381536mega.png
381439mega.png
381542mega.png

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.