Przed I wojną światową przechwytywanie prywatnej korespondencji w Wielkiej Brytanii wymagało osobistej zgody ministra spraw wewnętrznych. Teraz władze europejskich państw i USA, a przynajmniej ich służby bezpieczeństwa, uważają, że mają prawo czytania każdego listu, e-maila, postu na Twitterze czy FB. Że mają prawo wiedzieć wszystko. Przesadzam? Niedawno brytyjski parlament wyraził zaniepokojenie tym, że policja, wbrew sądowemu orzeczeniu, przechowuje dane biometryczne każdej osoby, która kiedykolwiek wpadła jej w ręce – i to niezależnie od tego, czy ta osoba jest podejrzewana o popełnienie przestępstwa. W bazie danych są już zgromadzone informacje o ponad milionie brytyjskich obywateli.
– Coś jest z nami nie w porządku, jeśli tak bardzo łatwo godzimy się na masową inwigilację – powiedziałem niedawno do zawsze cierpliwie wysłuchującej mnie pewnej profesor Francuskiej Akademii Nauk. Profesor jest inteligentną kobietą, ekspertem w dziedzinie reżimów totalitarnych i europejskim autorytetem w kwestii migracji przymusowej w Europie Centralnej i Rosji. – To przez ideologię bezpieczeństwa. To ona usprawiedliwia wszystko – odpowiedziała.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.