Nic tak nie psuje opinii o prawnikach, notariuszach czy lekarzach jak to, co się dzieje w ich korporacyjnych sądach dyscyplinarnych.
Notariusz Andrzej Korewicki prowadził od 2000 r. dobrze prosperującą kancelarię notarialną na warszawskim Powiślu. Zarabiał tyle, że stać go było na duży dom w Powsinie. Dziś nie ma nic. W 2011 r. wyszło na jaw, że jego najbardziej zaufana pracownica przez lata go okradała. Łącznie przejęła kilka milionów złotych z kwot, które powinny trafić na konto urzędu skarbowego. Kobieta – która swoje działanie tuszowała sfałszowanymi dokumentami – po wyrzuceniu z pracy doniosła do korporacji na byłego szefa, że nie płaci podatków. Ruszyła machina postępowań: proces w sądzie pracy (była pracownica zażądała 30 tys. zł odszkodowania za brak wypłaty wynagrodzenia), sprawa karna (dotychczas po dwóch latach prowadzenia śledztwa nie przedstawiono jej zarzutów) i sprawa w sądzie dyscyplinarnym samorządu notarialnego. Jedynie ta ostatnia ruszyła z kopyta. W efekcie notariusz został zawieszony. Była pracownica znalazła zatrudnienie w innej kancelarii notarialnej.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.